ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2006

refleksja…

1 komentarz

zapachnialo mi w calym domu kawa… uwielbiam jej zapach juz od… no nie wiem, Mama mowi ze od zawsze. ze jako kilkulatka podbiegalam do Maminej szklanki zeby… powachac kawe :o) Mama miala zelazna zasade – do 16 roku zycia nie pozwalala mi pic kawy :o) oj jak sie nie moglam tej 16tki doczekac!!

ta kawa to dla mnie jakis wyznacznik spokoju jest… jesli mam czas w ciagu dnia by ja wypic, to znaczy ze dzien taki w miare… ze mialam te pol godzinki tylko DLA SIEBIE…

… wiec siedzialam dzis z kawa w kubku ze sloniem, i takie mnie naszly dziwne mysli…

- ze przeciez czego ja wlasciwie tak naprawde chce? dzieci prawie codziennie spia po poludniu, za kazdym razem przynajmniej godzinke. przeciez mam chwilke wytchnienia?

- ze przeciez czemu ja tak narzekam na Wieksza? ze jest uparta i przekorna? ze pyskuje i probuje wszystkiego by na swoim postawic? przeciez dzieci maja czas przekory, kiedy probuja sil, to nie jest tak ze dziecko jest puszczone samopas, ze jej sie pozwala robic co chce! a ze pomimo kary dalej tak robi – pewnie probuje, mysli, a moze mama tym razem nie zauwazy, albo zapomni ze tego nie moge? to wszystko sie zdarza, nie jest to jakas tragedia, nie ja jedna, nie mam co sie nad soba uzalac!!!

- ze przeciez Mniejszy spi w ciagu dnia NAWET i 3 godziny, ze zdarza mu sie w zasadzie przespac nocke, bo jesli po polnocnym mleczku dospi do 7 rano, to czego chciec? przeciez ostatnio nawet MIEWAM 6godzinne nocki!!!!! PRZESPANE CIAGIEM!!!

- ze przeciez Wieksza slicznie uzywa slow prosze, dziekuje, przepraszam, ze zawsze SPYTA najpierw zanim cos wezmie, ze SIUSIA w 95% przypadkow DO nocnika/kibelka. nawet na wyjsciach.

nie mam co sie uzalac! zycie jest piekne! dwa Bable ktore mozna okreslic jako BARDZO zywe sreberka, ciekawskie, madre. Wieksza moglaby lepiej i czesciej sluchac rodzicow, a Mniejszy moglby sie w koncu odczepic od mojego tylka, ale zdarza sie mu to juz jakby rzadziej, wiec moze???

no tak. fajnie. tylko jak by nie bylo – ja mam te grzdyle codziennie… i … moze jednak mam prawo do malutkiej przerwy NIE tylko na kawe… raz na jakis czas… ze o tej wannie pelnej pachnacej wody juz nie wspomne…

jakos nie potrafie byc jedna z tych matek o ktorych sie czyta, ze to wszystko takie och i ach i morze cierpliwosci…

Mr. Fix It :o)

1 komentarz

leze sobie na kanapie na dole – oczka mi sie zamykaja, dzieci ogladaja jakiescos w TV. przylazi do mnie Wieksza:
-Mama! you’ve got a hole in your sock! /Mama masz dziure w skarpecie!/
sprawdzam – o kurcze faktycznie, wiec mowie:
- no widzisz, nie zauwazylam. pozniej zmienie dobrze?
- Nie Mama, I’m gonna fix it! /Nie mama, ja ci naprawie!
- tak? a jak ty mi ja naprawisz?
- with the screwdriver!/srubokretem!

o w morde…

hmmm…

2 komentarzy

takie sobie „niusy”:

* Mniejszy staje sie wlasnie posiadaczem zabkow nr. 15 i 16. taaa. jak pomyslec ze ma 17 miesiecy, to ladna mu srednia wychodzi – prawie zab na miesiac tak?

* Wieksza mi rosnie na terrorystke. wstyd mi za nia niesamowicie. probuje rzadzic grupa dzieci na gimnastyce! a to ten za wolno jej idzie, a to tamten za szybko chce ja minac. no koszmar. stoje przed szyba, patrze, i sie wstydze! przeciez ona i chlopcow chce ustawiac! niedawno robila probe sil – zblizyla twarz do twarzy chlopca i sie gapila z wyzywajacym wyrazem twarzy na zasadzie: no co? fikasz???
o w morde. wczesnie zaczyna… i moge sie ugadac do niej ile chce, i tak swoje robi…

* Mniejszy ciagle nie mowi. tzn w swoim jezyku – jak najbardziej! pelnymi zdaniami, z intonacja itepe. ja bym sie nie przejmowala gdyby nie to ze wiem ze sie doktorek bedzie czepial. ech. a tak ostatnio sobie Mniejszy lazikuje po calym domku:

halohalo.jpg

wlasnie tak sobie trzyma telefon: z tylu glowy… hmmm… czyzby jakas nowa generacja???

* musze sobie rozplanowac soboty pozostale do Bozego Narodzenia… niecierpie robic wszystkiego potem na ostatni gwizdek z wywieszonym ozorem!

* jeszcze nie przygotowalam ogrodka na zime… a pogoda potwornie NIE zacheca do przebywania na powietrzu dluzej niz jest to absolutnie konieczne…

* moze jutro Moje Szczescie zawiesi swiatelka na zewnatrz domu…

* i na koniec taka CIEKAWOSTKA

refleksja…

3 komentarzy

… kiedy Wszystkich Swietych stracilo swoj czar… kiedy to sie stalo… kiedy przestalo byc tym, czym zawsze bylo… chyba wraz ze smiercia Babci… mialam 15 lat… tyle to juz lat minelo… od tego czasu przestalismy tak co roku przyjezdzac do wioski ktora zawsze nazywam Moja Wsia:) … ale jeszcze w sumie bylo… jeszcze pare lat.. sila rozpedu…

…a wczesniej zawsze przyjezdzalismy do Mojej Wsi… w domku w ktorym dorastala kiedys Moja Mama bylo nas bardzo duzo. jak najwczesniej sie dalo – zalezalo od urlopow, wolnych dni, itepe. bo jeszcze ostatnie uprzatniecia, jeszcze pozamiatac wokolo… Msza Sw. w kosciele. procesja na cmentarz. modlitwy nad kazdym rzedem grobow. zawsze znalazlam patyczek i probowalam go podpalic… czasem sie udawalo… i nie wiem jak to bylo, ze przewaznie w ten dzien bylo brzydko. czasami trzeba bylo zalozyc kozaki i zimowa kurtke…
wieczorami szlismy na cmentarz… biegalismy od grobu do grobu sprawdzajac czy wszystkie znicze sie swieca… czasem zapalalismy zniczyk na zapomnianym grobie… bo tak jakos… przykro…
maczalismy paluchy w wosku o rozmaitych kolorach i robilismy kapturki na palce. co odwazniejsi (zwykle chlopcy) robili sobie woskowa „rekawice”. oj parzyli sobie przy tym lapy, parzyli…
…i bylo jakos tak… przytulnie na tym malym wiejskim cmentarzu… jakby ci wszyscy ktorzy tam byli pochowani, swietnie sie bawili patrzac na usmiechniete dzieciaki…
…z wiekiem maczanie paluchow w wosku poszlo w sina dal… pozostaly spacery… luna nad cmentarzem widoczna juz z daleka…
a czasami musielismy wracac juz nazajutrz wieczorem… rozgladalismy sie wtedy i rozpoznawalismy gdzie sa cmentarze… bo wlasnie te luny od zapalonych zniczy…

a dzis… dzis na tutejszych cmentarzach nawet znicze nie moga sie palic przez noc…w niedziele pojechalismy na grob Mamy Mojego Szczescia (ogolil sie przed wyjazdem „bo mnie Mama nie pozna…”)… wial tak mocny wiatr, ze nie dalo sie zapalic znicza…


  • RSS