ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2006

trick-or-treat!!!

1 komentarz

happyhalloweenline0822.gif

takie teraz modne jest w Polsce zwlaszcza nie lubiec Halloween. na zasadzie ze to amerykanskie jest to nie lubiem i juz. a ja lubie. bez wchodzenia zbyt gleboko w korzenie tego swieta (w koncu tradycyjne Wszystkich Swietych tez korzeniami swymi siega czasow w ktorych znaczylo zupelnie co innego niz teraz…). po prostu – z punktu widzenia Dzieciakow – frajda. przebrac sie, potem chodzic od domu do domu i zbierac slodycze i inne frykasy:) ha! moze dlatego ze nie bylo tego za moich czasow (z drugiej strony – czekolada na kartki, ze slodyczy pamietam ze ogolnodostepne byly tylko cukierki-groszki, hehe), sama przezywam to calkiem mocno. w zeszlym roku Wieksza byla pierwszy raz. jako Czerwony Kapturek – Moja Mama uszyla jej sliczny kostium. [w tym roku Wieksza bedzie robic za zyrafe, hehe. kupilismy kostium, bo pomyslalam ze na za rok czy dwa Mniejszy bedzie mial:) ] Wieksza dokladnie pamieta ze chodzila od domu do domu, z Tatusiem swoim, koszyczkiem w reku i ze dostala duuuuuuuuuuuuuuuuzo slodyczy.
mam tylko nadzieje ze pogoda dopisze:)

doll7h7.gif

weekend:)

1 komentarz

MS wzial poniedzialek i wtorek wolny. wprawdzie po godzinach musial zostac w czwartek i piatek (i to tak porzadnie po, bo wracal do domu o 23 i 24!). mnie glownie o wtorek chodzilo, bo nie lubie jak on w Halloween pracuje, ja nie nadazam z dzieciakami co pukaja do drzwi, a jeszcze moje mnie zajmuja dodatkowo:) poza tym Wieksza juz chyba od sierpnia nie moze sie doczekac kiedy to pojdzie : „I will be giraffe and Daddy will be Spiderman!” [ja bede zyrafa a tata bedzie spiderman!]. i tylko czasem sie dopytuje: „and who are you going to be, Mama?” [a ty kim bedziesz mama?] wiec tlumacze ze musze w domku zostac z Mniejszym bo on jeszcze jest za malutki. to przyjmuje do wiadomosci :) jestesmy przygotowani na jakies 60 dzieciakow i awaryjnie jeszcze mamy dodatkowa paczke, tak ze mysle ze nie zabraknie. jakos nie usmiecha mi sie potem skrobac jajek z okien i scian domu…

za oknem strasznie. wieje, zimno, brzydko… „aciu fu” jak mawiala moja Mama gdy byla w wieku moich Grzdylkow. przejezdzam czesto obok parkow… nacieszyc chce oczy kolorami poki sa… jeszcze kilka tygodni… liscie opadna i bedzie szaro… zdecydowanie za szaro i za dlugo…

a na koniec cos wesolego: ostatnio szukalam w necie adresow polskich sklepow. sklepy znalazlam, znalazlam tez takie kwiatuszki:
„Za darmo dla naszych klientów kości, słonina, ciasteczka i kawa”
oraz:
„Zapraszamy do spróbowania produktów „z dziewczynką” w każdych dobrych delikatesach!”
a kumpela moja sie pyta: a dla kobiet to „z chlopczykiem” ?? :o)

a oto Prosze Panstwa…

1 komentarz

arcydzielo Wiekszej:

gluptas.jpg

na pytanie: co/kto to jest Szkrabie? Wieksza bez namyslu odpowiedziala: GLUPTAS.

no. i wszystko jasne :)

…troszeczke mnie rozczarowal, oczekiwalam – po wielkim i nieczesto dzikim parku – wiecej barw… ale jednak udalo sie to i owo dostrzec…

sciezka.jpg
quo vadis…?

mostek00.jpg

widok04.jpg
przez czern…

widoczek01.jpg

i szarosc:
szarosci.jpg

szarosci01.jpg

ku urokliwym zakatkom przypadkowo odkrytym…
sadzawka01.jpg

sadzawka02.jpg

nerwowe pszczoly uwijaly sie jak w ukropie…
pscolka.jpg

potok szumial i spieszyl sie … nie wiadomo dokad??
liscie02.jpg

liscie03.jpg

kontrastowe akcenty…
osty.jpg

palka01.jpg

chore drzewo
drzewo002.jpg

a obok – czyzby przyczyna…?
huba.jpg

…i dziupla z lokatorami…
dziupla01.jpg

a tak musial wygladac Mojzeszowy krzew gorejacy…. :o)
gorejacy.jpg

i jeszcze wiele innych…

a mnie ciagle malo… bo trudno jest jednym okiem patrzec w okienko aparatu a drugim sprawdzac gdzie sie podzialy Grzdyle… tudziez z Mlodszym na rekach pstrykac… :o) ale i tak…

:o)

2 komentarzy

hehe. nigdy sie chyba do tego nie przyzwyczaje, ale bardzo mi sie to podoba – zawsze to dzien wolny od pracy i MS w domu siedzi. czysto teoretycznie – bo aktualnie maluje plotek „przeddomny”. tzn maluje? czy jesli na „bezbarwno” to ciagle sie to malowaniem nazywa? w kazdym razie macha pedzlem po plotku. plotek nie jest z cyklu tych co maja cokolwiek odgradzac, a raczej wstawiony po to, zeby rozmaite cymbaly sie najpierw zastanowily zanim beda mi lazly w kwiatki. takim np. roznosicielom ulotek czy gazet nie chce sie obchodzic wkolo i leza po czymkolwiek, rozdeptujac wszystko buciorem. no.

dziecka ciagle kaszlace i zasmarkane. tzn zasmarkany glownie Mniejszy, Wieksza jakos zahamowala te smary, moze jutro pojdzie na gimnastyke, chce okropnie i chyba sie ugne. mimo ze kaszle to nie jest to kaszel swiezy juz przeciez tylko taki „przechodzacy”. zobaczymy.
noce zafajdane ogolnie, i nie wiem juz kiedy sie pozbedziemy Mniejszego z naszego lozka. mam nadzieje ze jak mu kupimy jego wlasne lozko i wywalimy lozeczko to cos sie zmieni… a moze trzeba bedzie poczekac az po prostu podrosnie i wtedy zrobic eksmisje… ech…

wczorajsza wyprawa do IKEI – rzekomo by zareklamowac garnek (tego niecierpie w Polsce – nie mozna produktu nabytego ot po prostu sobie oddac do sklepu tylko dlatego ze sie nam nie podoba…) – po ponad roku od nabycia, no ale jesli pisze stal nierdzewna to dlaczego dno zardzewialo??? ; oraz by nabyc czajnik – skonczyla sie wydaniem ponad dwoch setek. czajnik kupilismy oczywiscie, a oprocz tego dwa bujaczki dla grzdylkow, dwa krzeselka o wdziecznej nazwie Mammut, to juz na Mikolaja te prezenty, aczkolwiek nie dalo sie przed Wieksza ukryc, wiec dalismy od razu. dla Mniejszego na Boze Narodzenie juz dzwig drewniany (schowany w szafie). dwie puszki ciastek juz tez na Boze NArodzenie (pierniczki w puszkach ze Sw. Mikolajem). i takie tam. koldre lekka fajna dla nas. wieeeelgasna, 220x220cm prawie. o, i metalowa tablice, taka zeby Wieksza mogla sie bawic do woli literkami (oraz – czego jeszcze nie wie – magnetycznymi puzzlami, ktore dostanie na Boze Narodzenie :P). co jeszcze – nie pamietam.

moze kogo dziwi fakt ze juz teraz kupujemy prezenty dla dzieckow – no ja nie lubie przed samym Bozym Narodzeniem latac i sie wkurzac ze wszedzie kolejki, ze nie ma tego co by sie chcialo, itepe itede. poza tym – wole wydac kilka razy po troche pieniedzy niz kupowac to wszystko na raz!!!

a dzisiaj planujemy spacer… jakos nie mialam okazji zbyt wiele zeby sie powyzywac z aparatem fotograficznym… a tyle jest barw, tak wesolo na dworze…

nozie :)

2 komentarzy

(o  z kreska, ale nie posiadam, domalowac sobie prosze)

nozie.jpg

nozie02.jpg

nozie03.jpg

jakos tak mam ze u malych dzieci wlasnie nozie mnie najbardziej rozczulaja :)))))

p.s. a nocnikowo jestesmy dzisiaj 4:1 – 4 siuski w nocniku, 1 w pielusze. z tych czterech – dwa zawolane. nie jest zle. zwazywszy na to ze ogolnie Wieksza czuje sie podle, smara, kaszle (w tej chwili tez, bidusia), chyba wlasnie zarazila Mniejszego, ktoremu z noska juz leciec przestalo a teraz znowu cos mu gulga. jutro jadziem do Doktorka M. M jak madrala… zobaczymy co madrego powie…

czyzby czyzyk????

2 komentarzy

jakby co to ja szeptem tak pociuchutku… : Wieksza wczoraj RAZ powiedziala: Mama I want to go siusiu(Mama ja chce siusiu). zdebialam. ale ide po nocnik. patrze po nogach (jej) – sucho. hmmm… sadzam. SIUSIA! szok! jajko z niespodzianka oczywiscie – jak najbardziej. niespodzianka sie jej nie podobala, ale nic to. W NOCY(3:58 dokladnie byla, sprawdzilam!) Mama, I want to go siusiu! (przyszla do mojego lozka i mi powiedziala) lece wiec wpol przytomna (probowalam MS zmobilizowac ale pomruczal tylko i sie odwrocil na drugi bok…) – Wieksza juz czeka kolo kibelka. sadzam – no i prosze bardzo! tadam!! „Jajko bedzie?” „bedzie sloneczko, ale rano dobrze?” „dobrze” rano zapomnialam, dostala kolo poludnia. zwlaszcza ze bez protestu usiadla i ZROBILA siusiu i kupe! (nie zawolala, ale spokojnie siadla jak poprosilam) I KOLO 15 znowu: Mama I want to go siusiu! sadzam. historia jak z wczoraj!!! jajko z niespodzianka oczywiscie. w trosce o linie Wiekszej (tak tak, moje „malenstwo” przy wzroscie 105cm wazy 21kg!!!) – ja zjadam polowe (a kto zadba o moja linie???) a druga polowe Wieksza. no i za okolo 2 godziny pytam: moze chcesz siusiu? tak!-odpowiada moja Cora. zwykle takie „tak” znaczylo ze juz siusiu w pieluszce jest… nie tym razem!!! jajka niespodziankowego tym razem nie bylo bo NIE ZAWOLALA. ale zostala pochwalona i nagrodzona naklejka:) no jak tak dalej bedzie… to chyba sie poplacze!!! tym razem z radosci.
a zeby mi tak slodko nie bylo – wczoraj po tym slicznym zawolanym siusiu, za jakies poltorej godziny Wieksza zrobila kaluze na srodku kuchni. najgorsze to ze nie powiedziala ani slowa, i poszlam tam ze spoznionym zaplonem – jak Mniejszy tez tam poszedl i zaczal wydawac okrzyki (piski) radosci… „podejrzane!” pomyslalam, wstalam z kanapy (na ktora opadlam prawie ze bez sil po kilkugodzinnym lataniu w te i nazad). co tam zastalam to az sie wzdrygam z opisem, co wrazliwsi by mogli nie zdzierzyc… dosc powiedziec, ze Mniejszemu BAAAAAARDZO sie ta kaluza spodobala… zlapalam Mniejszego najpierw, Wiekszej nakazalam stac w jednym miejscu, i zaczelam czyszczenie… wrrrr…

no i tak w ogole to Wieksza zalapala jakies swinstwo – kaszle, smara sie bez pamieci… no. Mniejszy kaszle jeszcze odrobine, wysypke jakas dziwna posiada juz ciort wie jak dlugo, poltorej tygodnia temu byla, akurat bylismy u lekarza, stwierdzil ze to po wirusowce, zaszczepil Mniejszego i wysypka jakby „zintensywniala” jesli takie slowo istnieje w ogole. teraz nie jest juz taka intensywna, ale nie moge powiedziec ze sobie poszla…

co do „sobie poszla” to ja wlasnie dzisiaj „sobie poszlam” na ekspresowe zakupy. pojechalam do handlowego molocha, w ktorym mialam „zalatwic” bank, smoczki (Mniejszy zuzywa w STRASZNYM tempie!) i czajnik (bo sie nam gwizdek spsul. no czajnik juz prawie 5letni wiec i tak sporo przezyl :o) ). „zalatwilam” bank w polowie, wlecialam do taniego sklepu z badziewkiem, kupilam worek do doczepienia do wozka, oblecialam wszystkie mozliwe sklepy (a chala, nieprawda bo jeden mi zostal i w tym dopiero momencie sobie o nim przypomnialam, a by to @#$%&!!!) – czajnikow albo niet albo piorunsko drogie, kupilam smoczki i puzzle 15kawalkow z Dora dla Wiekszej (moze bedzie miala na wyjazdy gdziekolwiek). ufff. w biegu jeszcze zjadlam TWIXa (poczwornego, no tak, przeciez biegajac traci sie kalorie to nadrobic trzeba nie? no!) i zczailam portfel na prezent dla Mojej Siostry (na Mikolaja lub costam). tylko musze z nia skonsultowac bo niebieski… hmmm.
to latanie mnie zmeczylo ale … ech jak mi to potrzebne bylo!!!!!!

fotograficznie sie wyzywam ciagle na moim krzaczorku rozy (przed drzwiami wejsciowymi sobie rosnie:) )…

roza111.jpg

roza112.jpg

roza113.jpg

kropla.jpg

prawie lato… :o)

2 komentarzy

22C, z wilgotnoscia odczuwalne bylo 28. Wieksza zazyczyla sobie wyjscia na jej „Big backyard”, zjadla cos wiec i wypuscilam. potem dolaczyl do niej Mniejszy. z tym ze Mniejszy wcale nie chcial wracac, a Wieksza co jakis czas wracala na chwile do domu zeby poogladac VeggieTales. a konkretnie najnowsza plytke zakupiona wczoraj :o) ja zostalam w domu, bowiem obiad wredny jest i ma to do siebie ze sam sie nie zrobi. kartofelki z pysznym sosem marchewkowym+pulpecikami. mniam. wychodzilam jednak do nich od czasu do czasu, chocby zeby zakazac Wiekszej rwania splesnialych tudziez niedojrzalych malin (tak tak, jeszcze mamy maliny na krzaku:P), oberwalam dojrzale, dalam, zjadla (na spolke z Mniejszym, czego musialam dopilnowac osobiscie!), powiedzialam ze wiecej nie ma i ma nie szukac! oczywiscie powiedzenie nie dalo nic, musialam nawrzeszczec i zagrozic ze jak zobacze ze jeszcze czegos szuka to dupke spiore (ha ha ha) i juz. Mniejszy sie cudnie bawil w piaskownicy, naprawde nie moge wyjsc z podziwu ze tak dlugo i wytrwale i slicznie sie moze bawic jeszcze-nie-poltorej-roczne dziecko:) no i wlasnie na jednym z tych „wyjsc kontrolnych” dostrzeglam na przekwitlej malwie…

slimak.jpg

no czyz nie jest sliczny??? :o)

wczoraj bylismy na zajeciach pod nazwa „two for fun” – w jednej wielkiej sali Wieksza ma zorganizowane cos na ksztalt przedszkola, a rodzic z drugim grzdylem bawi sie w drugim kacie:) no i wczoraj wlasnie, ni z tego ni z owego dzieciak zaczal sie drzec. patrzymy – cala buzie ma we krwi!!!!! szok! prowadzaca sie pyta czy ktos widzial jak to sie stalo, nikt nie widzial. co ciekawe – nie bylo nigdzie krwi wiec chyba dzieciak zlapal we wlasna garsc? wygladalo strasznie, okazalo sie ze tylko troszke warga przecieta od srodka… niemniej jednak – szok na pierwszych zajeciach:)
dzisiaj dla odmiany gimnastyka – Wieksza to uwielbia. przez godzine ma zorganizowane zajecia gimnastyczne, grupy 6osobowe, wszystko sie zaczyna rozgrzewka, ktora jest w kolku – spiewaja piosenki z pokazywaniem itepe. potem przechodza do rozmaitych przyrzadow, a to trampoliny, a to drazki, a to sznur do wspinania sie, a to pani im zaaranzuje tor przeszkod – fajna sprawa:) Wieksza wszystkim zawsze mowi ze idzie do szkoly – a ma wlasnie te gimnastyke na mysli:) dalej wprawdzie nie umie skakac ale dzis dojrzalam ze na trampolinie (sie chyba to batuta po polsku prawidowo nazywa??? bo nie chodzi mi o taka trampoline jak sie do wody skacze przeciez!) juz podskakuje, a nie umiala:)

co do Mniejszego – ciagle sie drze, tylko ze jakby ciut mniej intensywnie w nocy… 2 nocki byly fajne, zeszlej nocy sie darl, ale po butli z mlekiem przestal:) co do tego darcia to mysle ze tu jeszcze do tego ze wnerwiaja go te zeby, dochodzi proba sil – zwykle nasila sie w momencie zakazania czegos. najgorsze ze tego lobuza niczym sie nie da innym zabawic. jest albo to albo nic, a raczej albo rzucanie sie na podloge i odstawianie histerii… tak ze czekam az sie zeby wyrzna, to bede wiedziala czy to histeryk czy dzieciaka po prostu zeby wkurzaly…


  • RSS