ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

stol…

3 komentarzy

przez te prawie 5 lat malzenstwa (no, dodalam troche :), ale 4.5 juz minelo chwile temu :o) ) cierpialam sobie po cichutku, w srodku… nie mielismy prawdziwego stolu… takiego z prawdziwego zdarzenia. mielismy szklany, trzymajacy sie na jakichs dziwnych przyssawko-guziczkach. na slowo honoru, bo przy jakimkolwiek oparciu wiekszym niz tylko dotkniecie – straszyl przechylaniem, przewalaniem, i licho wie czym jeszcze. no i bylo tak do soboty, kiedy to wczesnym rankiem, ok. godziny 10 (my ogolnie niewyspani, wiec wszystko nam jedno – nawet i 12 w poludnie sie wydaje switem…) wyjrzalam sobie przez drzwi, odruchowo sprawdzilam skrzynke na listy – i byla tam ulotka. a w niej – ze stol z czterema krzeslami w takiej to a takiej cenie. pokazuje Mojemu Szczesciu, a On jakos tak bez zastanowienia mowi – to trzeba pojechac i zobaczyc. no i pojechalismy, zobaczylismy i wrocilismy. i teraz mamy tak:

stol1.jpg

a raczej tak bylo do wczoraj, dzisiaj bowiem nabylam podkladki/maty pod talerze, zgodnie z ulotka – nie plastikowe czy gumowe ale szmaciane, i mamy tak:

stol.jpg

i nasze obiadki zajadamy juz przy stole a nie trzymajac talerze pod broda, siedzac na kanapie :) ech co tu duzo gadac – wzruszylam sie i tyle :)

… dwojka zasmaranych dzieci i niedysponowana matka to jednak nie jest dobra kombinacja…

bo problem w tym, ze ja lubie jak moje dzieci zdrowe sa. a nie zasmarane lub goraczkujace. o. wczoraj sobie Mniejszy zagoraczkowal. bez zadnych objawow dodatkowych, ot po prostu sobie zagoraczkowal. i poszlo. dzisiaj Wieksza. z tym ze ona jest zakichana generalnie i cos w tym nosku posiada. wczoraj Mniejszy skoczyl sobie do 38.7, dzisiaj Wieksza poki co osiagnela 38.2. zobaczymy jak sie sprawy potocza… no w sumie Wieksza nie chorowala od Wielkanocy. Mniejszy od maja. a ponoc dzieci male choruja nawet i 10 razy do roku, to limit musza wyrobic… ech…

madrala…

1 komentarz

tak sobie mysle ze musze napisac cala druga strone medalu. bo przeciez nie ma tak, ze Wieksza jest gamon, bo siura w pieluchy. jest NAPRAWDE bardzo madra dziewczynka. wiec ta notka bedzie o zaletach.
* rozpoznaje i nazywa ksztalty takie jak: owal, kolo, kwadrat, romb, prostokat, trojkat, gwiazda. wszystkie nazywa po angielsku, nie myla jej sie wcale.
* rozpoznaje kolory, ale w druga strone, tzn jak ja ja poprosze zeby mi podala niebieskie costam, to w 80% przypadkow poda niebieskie. i tak dalej. po angielsku z jej strony, z wyjatkiem kilku kolorow, ktore zna po polsku tez.
* spiewa. i to z linia melodyczna, nie jakies tam cudaki. do tego stopnia, ze jestem w stanie rozpoznac jaka melodie spiewa mimo ze wymysli swoj tekst.
* liczy do ok. 20. po polsku jej sie juz nie chce, liczyla do 10.
* I chce jesc, Mama, please. taaaa… rozumie 100% polskiego, w druga strone gorzej. ale widze ze juz zaskakuje w polska strone tez, tzn do mnie w 80% przypadkow stara sie uzywac polskich slow.
* teorie nocnika ma opracowana w 100%:
- skarbie co to jest?
- nocnik.
- i co do niego sie powinno robic?
- siusiu.
- i kto powinien tam siusiu robic?
- Oliwia!
no to teraz te teorie w praktyke tylko zmienic trzeba…
(z dnia dzisiejszego: w zasadzie to tylko raz ciutke gdzies jej sie siusiu zaplatalo w pieluche, a tak zdazylismy wysadzic… ciekawostka taka ,ze coraz czesciej zdarza jej sie przebudzic w nocy i plakac, bo nie wie co jest grane, posadzona na nocnik lub kibelek – robi siusiu, po czym spokojnie sobie idzie spac… mam nadzieje ze to dobrze wrozy na przyszlosc…)

… nie byc takim raptusem… zamiast wybuchac od razu – policzyc do 10 lub ilustam i spokojnie reagowac… niestety – jestem choleryk chyba…
nie potrafie pojac problemu Wiekszej z nocnikiem/ubikacja. aktualnie nie wrzeszczy na sam widok nocnika/kibelka, siada, siedzi chwile, nawet udaje jej sie zrobic siusiu… tylko ze to ja ja musze posadzic. zapytana czy chce siusiu odpowiada niezmiennie: „nie!”. ciekawostka taka, ze czasem 2 minuty pozniej robi siusiu… rece opadaja… i to przeciez nie jest tak ze nie wysadzalam na nocnik. bo przeciez od 18 miesiaca jest regularnie wysadzana na nocnik…. ech…
no nic. co tu narzekac i marudzic – chyba kiedys zalapie… oby przed pojsciem do szkoly…

a ze spraw lzejszego kalibru…

„mama, mama, popatrz, zepsut! zepsut!”wola moja Wieksza. lece wiec na zlamanie karku. „co zepsute?”. „o tu, popatrz, zepsut!”
no tak. szuflad jeden zepsut jest… uchwyt od szuflady odlecial i czeka na naprawe. ech, bystre to moje dziecie jest, zeby takie do nocnika bystre bylo…

na nic nie czekalam z niecierpliwoscia. Wieksza nie chodzila do 16 miesiecy, nie skladala zdan do ok. 28 miesiecy, nie jadla samodzielnie do niedawna, a i teraz kaze sie karmic,ssie smoka w nocy, pila z butli do ok. 2.5 roku, itede itede. ale jak pragne zakwitnac na te pieluchy juz mnie trafia i patrzec nie moge!!! od 18 miesiecy robi siusiu do nocnika mniej wiecej dwa razy dziennie. i tyle mojego. a i to z wrzaskiem i krzykiem ze nie bedzie, ze nie chce i w ogole. z uporem maniaka sadzam od czasu do czasu mimo wrzaskow i krzykow… probowalam sciagac pieluche i zakladac majty. wytrzymalam dzien. 7 par gaci zalanych i 7 par portek. dziekuje za uwage. jej wszystko jedno. jak sie zesika to sciaga i mowi ze mokre i trzeba dac nowe. jeszcze jest taka metoda – w ubikacji przesiedziec z dzieckiem przez dzien – dwa. ponoc pomaga. w przyplywie desperacji moze i skorzystam??? DLACZEGO ona jest taka zaparta! matko jedyna moja no??? dlaczego sie drze wnieboglosy jak tylko probuje ja posadzic? nie wazne, nocnik, ubikacja, cokolwiek… i do kiedy ona bedzie siurac w te pieluchy na litosc… ?????

zapylacz.jpg

i przyszlo w koncu sobie przypomniec lata cielece…

modelinki.jpg

:o)

moje zdjatka (przyrodnicze ze tak powiem) zamiast tu, bede wrzucac na osobna stronke. zapraszam! TUTAJ


  • RSS