ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2006

.

1 komentarz

juz zapomnialam jak to milo jest sobie usiasc… choc na godzinke, lub pol… od kilku dni jest taki czas… miedzy ok. 21 a 24… dzieciaki spia…
wczoraj rozebralismy choinke… ten czas z choinka nauczyl nas kladzenia Mlodszego do lozeczka… a biedny Lakus mial do dyspozycji tylko „wybieg”- zagrodke, skladana na dzien… od wczoraj znow jest wypuszczany na cala nocke:) ma pokoj z kuchnia do dyspozycji:)
a ja wlasnie sobie przypomnialam jak to milutko sobie siedziec, patrzec w TV i miec pod dlonia Ucholka, przytulonego do nogi…

lapki11a.jpg

zebatek:)

3 komentarzy

no i z dniem wczorajszym (niedziele mam na mysli) nasz Synus stal sie szczesliwym (?) posiadaczem siodmego zabka. przebila sie w koncu gorna jedynka. lewa. no nareszcie, w koncu dwojki juz ma! i nie bede juz mogla nazywac go Moim Malym Wampirkiem…
z jedzeniem ciagle dziwacznie, zupko-papek nie chce, podziabanego widelcem tez nie bardzo. dzisiaj testowalismy makaronik – zostal bardzo ladnie zjedzony. tylko – nie wiem czy to po nim – strasznie plakal dzisiaj Mniejszy ok. 23… az w koncu dalam mu koperkowej herbatki i nie wiem czy pomoglo czy cos, ale przysnal… poki co spi godzinke…
Wieksza jest slodka. tzn jak jej sie chce. dzisiaj spakowala swoje ksiazeczki – komplecik ktory posiada swoja walizeczke – dala buzi Tatusiowi, Mamusi, Braciszkowi i powiedziala: „bye bye!!! bodzenia!!!” „dokad idziesz??!” pytam. „school”(=szkola)-odpowiedziala. no no no, coruchna, jeszcze ci zbrzydnie… :)
ciagle maltretuje Mniejszego swoimi przytulankami… czasem mu sie to podoba i wtedy piszczy/smieje sie. czasem ma dosc, albo go zaboli – wtedy placze…a Wieksza sie ze zdumieniem na niego patrzy – co jest???

ech, Szkraby moje slodkie… :)

(az mi glupio po ostatniej notce taka wklejac, ale co zrobic? takie jest zycie!!!)
Corcia moja uwielbia „knock knock jokes”. czyli dowcipy z serii: „puk puk? kto tam? itd.” przy czym jesli oryginal wyglada np tak: ” knock knock! Who’s there? orange! orange – who? aren’t you gonna open the door and let us through?” (dowcipy polegajace na grze slow, tlumaczenie nie ma sensu, dowcip jest smieszny tylko przy glosnym czytaniu). wersja Wiekszej jest rozmaita, przy czym konczy sie na pytaniu XXXX – who? no i dzisiaj zostalam zastrzelona… ubieramy sie na spacerek, Mniejszy juz w wozku, wracam po Wieksza, i slysze: „knock knock!” wiec pytam: „who’s there?” po czym nastepuje: „… kupa!!!” patrze na te moja pocieche i juz widze ze wyjscie na spacerek spozni sie o kilka minut. oczywiscie nie zdazylam jej wysadzic na nocnik, bo moje wspaniale dziecko uprzedza jedna minute przed rabnieciem kupy w pieluche… wiec przebieralam pieluche w przedpokoju tuz obok drzwi, zeby miec oko na Mniejszego… ech… juz powolutku trace cierpliwosc do tych pieluch… czy moje dziecko kiedykolwiek z nich wylezie?????

***

2 komentarzy

nie przyszedles pana nawracac…
nie prawiles kazan…
nie mowiles „musisz to, trzeba tamto”…

pokazywales jak niebieskie jest niebo
jak wesolo szczebioca sikorki
jak kolorowa jest tecza…

i robilo sie
tak jakos cieplej
radosniej…

serce bylo lzejsze
lzy wysychaly na policzkach…

a teraz…???

… jak sie mozna zdziwic czytajac dziecku bajke…

(Dziecie moje dostaje duzo bajeczek, ta byla jedna z „dostanientych”, kupujacy jest bez winy, bo chodzilo o bajeczke ktora sie zmiesci wagowo w przesylce :o) )

zaczelo sie w miare normalnie:
„Byla sobie dziewczynka, ktora wszyscy nazywali Czerwonym Kapturkiem.” …
wszystko jest fajnie do momentu kiedy Wilk spotyka Czerwonego Kapturka i pyta dokad idzie… „Czerwony KApturek nie wiedzac z kim ma do czynienia, wyjasnil ze idzie do babci. Podal nawet dokladny adres.” … he?… no nic, czytam dalej… Wilk polyka Babcie i Czerwonego Kapturka, „potem postanowil wrocic do lasu ale utknal w drzwiach, bo po tym obfitym posilku bardzo przytyl.” … spytam po raz kolejny, no byc moze malo inteligentnie – he?… lesne zwierzatka powiedzialy Gajowemu co sie stalo, ten przyszedl do chatki , obudzil Wilka ktory sobie zasnal w lozku babci, Wilk sie wystraszyl, odkaszlnal i wyplul Babcie i Wnusie. w miare poprawnie. po czym nastepuje cudowny tekst:
„-Nareszcie przestal mnie bolec brzuch!-westchnal (wilk) z ulga.
- Panie gajowy, to byla pomylka! Niech mnie pan pusci wolno!!!
-On sie na pewno poprawi!-przylaczyla sie do wilczych prosb babcia. Potem ugotowala dla CZerwonego Kapturka i gajowego pyszny obiad, bo czula sie juz calkiem dobrze. Zaprosila tez wszystkie zwierzeta. A wilk? Zaprzyjaznil sie z babcia i nosil jej zakupy jak domowy piesek!!!”
no i znowu mi sie malo inteligentnie wyrywa… he???…
ja naprawde rozumiem, bajki bez przemocy itepe itede, ale to widac ze nie tak, bo jakie bez przemocy skoro wilk jednak pozera Babcie i Kapturka, a gajowy wygraza mu dubeltowka!
ech… zycie zycie…

Ha!

10 komentarzy

jak to jest, ze pod koniec grudnia wydawalo mi sie ze do Wielkiego Wyjazdu jeszcze tak daleeeeeeeeeeeeko??? a z poczatkiem stycznia juz sie ciesze i chodze podekscytowana ze to tuz-tuz!?
no bo tuz tuz! co to jest te nedzne 2.5 miesiaca? akurat tyle czasu zeby w miare spokojnie prezenciki rozmaite rozmaitym ludkom pokupowac! a ludkow jest duuuuzo:)
hmmm… pamietam z mojego dziecinstwa te przyjazdy moich wujkow… zawsze cos ladnego sie dostalo… no i te gumy do zucia… takie o smiesznym smaku, cynamonowe czy cos… kuzynka ktora wpadla w pokrzywy i strasznie smiesznie potem trzepala rekami i krzyczala: „piecze piecze!”, kuzyna ktory spadl z konia i siniale mial straszne na nogach i zebrach, wujkow i ciotki, ktorzy zaraz kupowali alkohol i robili wielkie imprezy…
tylko ze wtedy byly inne czasy… wtedy w sklepach z odzieza wszystko bylo w kolorach… jakby to delikatnie… szaro-brudno-bylejakich… tzn jak w ogole cos bylo… a teraz… nie wiem, ale ja traktuje te prezenty bardziej tak symbolicznie… tzn cos fajnego i owszem ale bez szalenstw. o. zreszta… „ta dzisiejsza mlodziez” to sobie przeciez i tak kupuje firmowe rozmaitosci, to co ja sie bede wyglupiac?
strasznie sie ciesze na ten wyjazd… naprawde… zobacze w koncu Moich Kochanych… i Przyjaciol… i Moje Miasto… dwa lata to jakos tak strasznie dlugo…

na…

pokolorowane.jpg

…czerwono-pomaranczowo i na niebiesko…

tak wlasnie Corcia moja koloruje obrazki… :)


  • RSS