ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

wiatr duje niemilosiernie. ubieram polar, wychodze do samochodu, wyjmuje wozek. wyscielam wozek kocykiem, wchodze do domu.(wozek pod drzwiami zostawiam, drzwi otwarte – tzn glowne drzwi otwarte, a „wiatrolap” zamkniety na maly dynks pod klamka…), przebieram wiekszego Ludzika, zakladam dzinsy co to powinny byc 3/4 a sa prawie po kostki (dwa rozmiary za duze, podobaly mi sie a rozmiaru nie bylo no i co z tego?), Wiekszy Ludzik od razu kojarzy sprawe i mowi: „idziemy! pa pa! go!”. „tak jest-mowie-pojdziemy za chwilke. idz zobacz co tam jest w TV jeszcze przez sekundke”. biore Najmlodszego Ludzika, ubieram spodnie, buciki, sweterek, czapeczke, w miedzyczasie walcze ze smokiem ktory z uporem maniaka jest przez Ludzika wyrywany za sznurek z otworu gebowego. (wyglada to tak: ja wkladam smoka do buzi, Ludzik od razu lapie za sznurek i ciagnie tak mocno ze wyrywa sobie z buzi, oraz odrywa drugi koniec-klipsik misiowy-od sweterka, po czym zglasza glosna pretensje ze jak to: mial smoka w buzi a juz nie ma! czynnosc powtarza sie w sekwencjach po ok.10 powtorzen:) ). po jakims tam czasie Ludizk jest gotowy, Starszy Ludzik podchodzi do bramki (uniemozliwiajacej samowolne oddalanie sie w kierunku bardzo stromych 13 schodkow…) i zglasza pretensje ze ona chce juz na spacerek! mowie ze zaraz pojdziemy i zgarniam NAjmlodszego do wozka, opatulam cieplutko kocem (ciagle uwzgledniajac wiatr dujacy niemilosiernie). Starszy Ludzik zglasza pretensje po raz kolejny, zgarniam wiec ja i ubieram sweterek, chustke na szyje, kapelusik z klapkami na uszka, oraz buciki. wychodzimy wreszcie. mijajac samochod nasz stojacy pod garazem, Starszy Ludzik wczepia sie konczynami gornymi w klamki i zaczyna wlaczac swoja syrene – ” caaaaaaaaaaar! caaaaaaaaaaaaar!” (ang. oczywiscie wcale nie chodzi jej o cara rosji!!) ha. ironia. kiedy wyjezdzamy gdzies samochodem to ona wlasnie chce isc pieszo. odrywam ja od klamki za co spotyka mnie kara ze tak powiem akustyczna. wrzask znaczy sie. lapie za lapke i idziemy. dobrze ze choc Najmlodszy Ludzik jest zadowolony….
idziemy do sklepow – kupuje karte telefoniczna, wyrywam z rak Starszego Ludzika tysiace wafelkow, batonikow i innych takich kolorowo opakowanych produktow. idziemy dalej. piekarnia. kupujemy dwie buleczki maslane. Starszy Ludzik oczywiscie chce swoja. natychmiast! daje, a co. niech je. idziemy dalej. sklep muzyczny. kupuje pierdolki, w miedzyczasie ze 100 razy lecac za Starszym Ludzikiem ktory ucieka ze sklepu (bo akurat jest fajny przycisk ktory otwiera drzwi to jak nie skorzystac!). wreszcie wracamy do domu. po drodze jeszcze galazka ktora zostala ulamana przez wiatr, jakies smieci, dziura w cementowym chodniku…
calosc przy akompaniamencie kolejnych odkryc Starszego Ludzika: „sky! tree! car!!!…” (cholercia, angielski, fajnie a polski???!!! i po cholerke ja do cie corcia po polsku caly czas mowie???)

i jak mi ktos jeszcze kiedys wspomni – przeciez sobie mozesz pojsc na spacerek, to takie lekkie latwe i przyjemne, to nie recze za siebie!!! :)

p.s. zeby mnie zle nie zrozumiec- ja lubie brac BRzdace na spacerki, ale to NIE JEST latwe przedsiewziecie!! :)))

czas mi plynie jakos tak piekielnie szybko, mam wrazenie chwilami ze piatek jest zaraz po… piatku… Bable mi rosna (mam na mysli moje Dziateczki a nie faktyczne efekty oparzen) a ja tylko nie moge przestac sie dziwic…

Oliwka:
* liczy do 12(!!!)
* uzywa slow „prosze”, ” dziekuje”, „przepraszam” (a raczej ich angielskich odpowiednikow), klania sie wszystkim przechodniom (tzn mowi: „hi” „halo” lub ” morning!”)
* w ogole zasob slownictwa ma bardzo bogaty, rozumie polski i angielski, jednak w mowieniu przewaga jest slowek angielskich (buuuu!!!), mam nadzieje ze to jej przejdzie z czasem…
* ciagle przytula i caluje swojego braciszka, przykrywa go kocykiem lub co akurat ma pod reka (scierka z kuchni, np), znosi mu zabawki, glaszcze…
* poza tym kawal z niej lobuziary, robi naprzekor, smieje sie w momencie kiedy ja akurat sie na nia wkurzam, przez co kompletnie mnie wyprowadza z rownowagi… taki diabelek maly no!!!

… i tak sie zastanawiam jak to w ogole jest mozliwe??? zeby dziecko bylo takie posluszne – przeciez wiele razy tak jest ze zrobi to o co ja poprosze, podniesie cos z podlogi, zaniesie cos Tatusiowi… a jak jej cos „kliknie” to koniec…

Dominik:
* slicznie sie usmiecha tym swoim bezzebnym (poki co, aczkolwiek powaznie podejrzewam ze bedzie sie zebil wkrotce!!!), potrafi sie tez smiac glosno:)
* „gada” jak najety, robi babelki ze sliny, brrrrrrrrrru ghhhhhhhhrrrrr i inne takie z siebie wydaje, rowniez piski!
* lapie nozki raczkami!!! nawet probuje sobie je wetknac do buzi ale pielucha przeszkadza no! a zlapawszy taka nozke pilnie sie jej przyglada i jaki jest zaskoczony jak mu sie stopka znienacka ruszy! ha!!
* lapie raczkami zabawki!! szok! jak mu potrzymac chwilke to wyciaga raczki, czasem od razu a czasem za ktoryms razem zlapie!!!i oczywiscie – do buzi!:) dzisiaj obserwowalam jak w momencie zasypiania bawil sie smoczkiem – wyciagal z buzi i wtykal spowrotem, przy czym to „spowrotem” nie wychodzilo mu oczywiscie tak od razu, czasem za drugim, czasem za trzecim razem:) slicznie to wyglada:) hihihihi

no i co z tego ze ja sobie ponarzekam codziennie, ze nawet sie poplacze (zwykle dlatego ze Oliwka mnie nie slucha:( )… kocham te moje Szkraby i tyle!!!!

Moje Szczescie tez kocham! ha!

Terry Fox urodzil sie w Winnipegu, prowincja Manitoba, Kanada, dorastal w Port Coquitlam, prow. Kolumbia Brytyjska, niedaleko Vancouver, na zachodnim wybzerzu Kanady.
Aktywny nastolatek, mial 18 lat gdy zdiagnozowano u niego raka kosci i zmuszono do amputacji nogi 15 cm nad kolanem, w 1977.

Przebywajac w szpitalu Terry byl tak poruszony cierpieniem innych pacjentow z nowotworami, (wielu z nich to byly male dzieci), ze zadecydowal przebiec KAnade „wpoprzek” by zbierac pieniadze na badania nad nowotworami.

Po 18 miesiacach, przebiegnieciu ponad 5000km by sie przygotowac, Terry zaczal swoj bieg w St. JOhn, prowincja Nowa Funladnia, 122 kwietnia 1980, z malym rozglosem. Na poczatku trudno bylo wzbudzic zainteresowanie, jednak entuzjazm wzrastal i suma pieniedzy zbieranych podczas biegu zaczela rosnac.
Biegl 42 km dziennie.

To byla podroz ktorej Kanadyjczycy nigdy nie zapomna.

Jednak 1 wrzesnia, po 143 dniach i 5 373km, Terry byl zmuszony zaprzestac biegu, w okolicach Thunder Bay, prowincja Ontario, poniewaz nowotwor dal przerzuty do pluc. Caly narod byl zaskoczony i smutny. TErry zmarl 28 czerwca 1981, w wieku lat 22.

Do dzis zebrano ponad 360 milionow dolarow na calym swiecie, w imieniu Terry’ego, podczas dorocznych Biegow imienia Terry’ego Foxa (TErry Fox Run), ktore odbywaja sie w calej Kanadzie i wielu krajach swiata…

***

i ja tam bylam, tego roku, tradycyjnie juz 4 raz, Oliwka i Dominik w wozku, ja i MOje Szczescie – wszyscy przeszlismy 5km. pamietajac przede wszystkim tych, ktorych znalismy – ktorzy odeszli z powodu nowotworow…

Terry Fox

2 komentarzy
jak co roku od 25 lat, jutro wyruszy bieg… by zbierac pieniadze na badania nad rakiem…
a zaczelo sie tak… :
{D166AC15-19B7-4A73-A7B2-3F694BF82EFC}.j
Terry Fox was born in Winnipeg, Manitoba, and raised in Port Coquitlam, British Columbia, a community near Vancouver on Canada’s west coast. An active teenager involved in many sports, Terry was only 18 years old when he was diagnosed with osteogenic sarcoma (bone cancer) and forced to have his right leg amputated 15 centimetres (six inches) above the knee in 1977.

While in hospital, Terry was so overcome by the suffering of other cancer patients, many of them young children, that he decided to run across Canada to raise money for cancer research.

He would call his journey the Marathon of Hope.

After 18 months and running over 5,000 kilometres (3,107 miles) to prepare, Terry started his run in St. John’s, Newfoundland on April 12, 1980 with little fanfare. Although it was difficult to garner attention in the beginning, enthusiasm soon grew, and the money collected along his route began to mount. He ran 42 kilometres (26 miles) a day through Canada’s Atlantic provinces, Quebec and Ontario.

It was a journey that Canadians never forgot.

However, on September 1st, after 143 days and 5,373 kilometres (3,339 miles), Terry was forced to stop running outside of Thunder Bay, Ontario because cancer had appeared in his lungs. An entire nation was stunned and saddened. Terry passed away on June 28, 1981 at age 22.

To date, more than 360 million has been raised worldwide for cancer research in Terry’s name through the annual Terry Fox Run, held across Canada and around the world.

***

3 komentarzy

jak ten czas leci… w zasadzie od poniedzialku sie nosilam z zamiarem napisania notki – przeciez w zeszla sobote Oliwka byla pierwszy raz na balecie!!! tzn to brzmi dumnie, to raczej taki „przed-taniec”, wprowadzenie i w ogole, ale zawsze cos:) Oliwka dziarsko wmaszerowala na sale, i widac bylo ze nie ma problemow. byly tam oprocz niej jeszcze 4 dziewczynki. no i wlasnie. dwie z nich byly od poczatku w porzadku – tzn zdezorientowane (przeciez to wszystko dwulatki), ale nie plakaly. natomiast dwie… plakaly wnieboglosy. Oliwka od razu sobie zaczela zatykac uszka. jedna z tych dziewczynek po kilku minutach sie uspokoila i zaczela normalnie bawic sie z reszta, ale zostala jeszcze jedna… przeplakala cale zajecia… na 5 minut przed koncem Oliwka miala tak dosc tego placzu (widac bylo. zatykala sobie uszka praktycznie przez caly czas, miala trudnosci z koncentracja, patrzyla na placzaca dziewczynke zamiast na panie prowadzace…) ze rozplakala sie i ona :( moja biedna dziewczynka:(
szczerze powiem – boje sie nastepnych zajec!! nie chce zeby Oliwka plakala, to mialo byc pozytywne doswiadczenie a nie stres! tak ze prosze trzymac kciuki coby nie bylo juz takich permamentnych beks!!!

czy cos w tym guscie. bezczelnie zaniedbuje bloga,wiem, ale jakos tak sie porobilo ze nie mam kiedy pisac! dzialam jako tako mniej wiecej od 8 do 20, dalej i wczesniej padam na nos, czolo… no twarz ogolnie lub jej elementy. ale juz sie postaram nadrobic choc troszke:
* Oliwka:
- ciagle w pieluchach ( ech… i to nie jest to ze sie patrzy na Dominika ze on w pieluchach, po prostu nie wiem czemu nie czuje potrzeby siusiania do nocnika! wie do czego sluzy, wie kiedy robi kupe, oznajmia bowiem wszem i wobec… ale w trakcie lub na 2 sekundy przed… ech…)
- rozgadana niesamowicie, przy tym jako ze w teorii przynajmniej dwujezyczna, niestety z naciskiem na angielski… latwiejszy jest i tyle. ale takie „idziemy” np, zamiennie z ang „go”, a wczoraj uslyszalam cudowna konstrukcje: „idziemy shopping”. slowek zna niesamowita ilosc, powtarza jak nakrecona, ale dopiero zaczyna laczyc dwa slowa do tzw „kupy”:) liczy do 10 po angielsku, do 3-4 po polsku i … do 3 po hiszpansku!!! a to za sprawa Dory z ulubionej kreskowki „Dora the Explorer” – Dora dziewczynka hiszpanska uczy brzdace hiszpanskich slowek:)
- „terrible two” = „okropne dwojki” tak tutaj okresla sie czas przekory i probowania kto silniejszy dwulatkow. mam w calej okazalosci. przy czym nie dziala NIC. o klapsach w ogole nie ma co wspominac, nie dzialaja. jeszcze krzyk odrobinke, ale po co sobie gardlo zdzierac jak Oliwka odwroci sie i … zrobi dokladnie to samo… czekam az bedzie w stanie zrozumiec troszke wiecej i bede mogla powiedziec: bo nie dostaniesz czegostam, lub bo nie pojdziemy gdziestam. co nie znaczy ze czekam z zalozonymi rekami… tylko po prostu staram sie nie „wychodzic z nerw” przy kazdej okazji… bo takich okazji jest tysiace dziennie… jest trudno jesli wezmie sie pod uwage ze do Dominika musze wstawac 2-3 razy w nocy, wiec spie 6-7 godzin w 3-4 odcinkach…
- poza tym jest slodka i bardzo bardzo towarzyska! przytula napotkane dzieci, bawi sie slicznie zabawkami, zapamietale rysuje oraz… lamie kredki, uwielbia spacerki, ostatnio odkryla dmuchawce:)

* Dominik
- NAJSLODSZE dziecko we wszechswiecie. gazy troszke poszly na bok, teraz sen z oczu nam spedza brak kupek. tzn – ostatnio po 4 dniach zrobil malenka, a po kolejnych 2 dniach kupa-gigant. po czym 5 dni nic. wczoraj po polowce czopka zrobil natychmiast kolejnego giganta, a za kilka godzin poprawil jeszcze srednim:) martwi mnie to troszke, aczkolwiek wiem ze to nie jest nic nienormalnego, zdarza sie.
- je co 2 godziny. ale krotko. w miedzyczasie usmiecha sie, SMIEJE sie w glos, gaworzy, zaczepia Oliwke, lub po prostu rozglada sie po scianach i suficie… :) uwielbia ssac swoje piastki, natomiast smoczka traktuje jak.. no powiedzmy zlo konieczne:)
- spi calkiem przyzwoicie, lubi spacerki:) generalnie jest pogodny, sliczny i w ogole!!!

i tak sobie czasem siadam na kanapie i mysle jaka szczesliwa jestem… :o)


  • RSS