ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2005

kupy odrzutowe trwaja. do tego Dominik bardzo czesto wydaje z siebie rozmaite pomruki, co czasem prowadzi do puszczania bakow ale nie zawsze:) generalnie – nie wiem czy to po tych tonach herbatki koperkowej, czy po prostu sam z siebie, ale pod wzgledem gazow wydaje sie byc lepiej…
wiem ze na wyrost, ale juz sie boje ze DOminik nie bedzie chcial sam zasypiac. poki co zasypia albo przy cycu na tapczanie (naszym oczywiscie), albo przy cycu na podusi do karmienia, albo w ogole na rekach… a ja przez wzglad na te jego gazy nie mam serca go zostawiac zeby sie „przyzwyczajal”.
Oliwka pcha sie do DOminika bardzo i ciagle. to go bierze za raczke i mowi: „czesc”, to chce przybic mu piatke, to przykrywa kocykiem, to odkrywa, to glaszcze go po glowce, to pokazuje gdzie ma oko (musze uwazac!), nos, buzie, nogi. i inne detale. takze gdzie jest fu-fu (pielucha znaczy sie). tylko zauwazylam ze jest bardziej marudna. w porownaniu do czasu „przed DOminikiem”. zobaczymy jak sie sytuacja rozwinie…
DOminik natomiast ma lekko odparzona pupe. i o. i sudocrem nie bardzo pomaga, tzn nie pogarsza sie i sie nie polepsza. tak sobie jest i o. jedyny czas kiedy widze ze jest niby lepiej to zaraz po kapieli. hmmmm…
ssie wytrwale i zapamietale. srednio co 2 godziny…

11 dni…

8 komentarzy

…minelo:) DOminik rosnie, przybiera na wadze – a mnie kamien z serca spada pomalu i sie toczy gdziestam, w ciagu tygodnia przybral 460g, wazy teraz 4460g, kawal chlopa:)
slodko sie usmiecha przez sen, ja wiem ze on nie wie ze sie usmiecha, ze to jest jak „odruch bezwarunkowy” ale co z tego? jest slodki!!!
po siostrzyczce swojej „odziedziczyl” kupy odrzutowe – sadzi na kilka metrow jak sie akurat zagapie i nie przykryje pampersem. do tego dochodza fontanny w najmniej oczekiwanym momencie:) i mamy wesolo!!!
tylko mecza go gazy biedaczka. dzisiaj kupilam herbatke z kopru wloskiego, bede sie swinstwem katowac, moze mu pomoze? do tego dostalam od Moich Kochanych herbatke na przybranie pokarmu, ona tez ma jakis tam koper czy cos, to moze biedaczkowi ciutke choc ulzy…

w czwartek – 09.06.2005 – nagle i niespodziewanie (hihi) przybylo nas!!! mamy Dominika – 4080g (a mial byc mniejszy!), 53cm.
na razie jestem oszolomiona troche i trudno mi wszystko ogarnac, jak sie pozbieram i poukladam to sie odezwe:)

wczorajszy dzien minal. w miare spokojnie. a balam sie bo to byl akurat ten dzien, w ktorym jak bylam w ciazy z Oliwka – wyladowalam w szpitalu… i juz z niego nie wyszlam – az do porodu. Moje Szczescie wzial dzien urlopu i spedzilismy ten dzien razem… ja wiem ze moze zabobonna jestem ale po prostu sie balam i tyle…
Brzuchol probuje znalesc droge wyjscia chyba, lbem mi tam dziabie po kosciach rozmaitych, wrazenie to takie jakby mi ktos tysiace igiel tam pchal. i to porzadnie! nie tylko dotknal ale tak dziabal iglami i dziabal…
chyba w tej ciazy mi brak cierpliwosci… wydaje mi sie ze Oliwka mimo ze rozrabiala niezle – byla ciut lagodniejsza dla swojej Mamy…
co do Oliwki – ozdrowiala calkowicie, lobuzuje, dokazuje i jest super:) gada coraz wiecej, ostatnimi czasy trzeba naprawde uwazac co sie mowi:)

oto niektore slowka z tych najnowszych (zapisane fonetycznie!)
* pipou (people, ludzie)
* nodi (nogi)
* bou (ball, pilka)
* bok (box, pudelko)
* siabaj (siadaj)
* sioj! (stoj)
* nie ma / nia ma
az sie nie moge doczekac kiedy zacznie laczyc slowa w malenkie zdanka…

Oliwka lubi tanczyc. taniec przejawia sie bujaniem sie na boki i usmiechem od ucha do ucha. Oliwka nie jest wybredna co do podkladu muzycznego(??) do tanca, i tak moze to byc:
* melodia. jakakolwiek. jak brak jakiejkolwiek – nuci sobie sama „lalalalalala”
* pochlaniacz wilgoci w toalecie, w toaletach publicznych – suszarki do rak
* odkurzacz. wlaczony oczywiscie
* szum spuszczanej wody. w toalecie.
* buczenie mikrofalowki
* koscielne spiewy
* odglos przejezdzajacych samochodow, motorow lub przelatujacych samolotow:)
* wiele innych dzwiekow, ktorych teraz nie pamietam:)
to sie nazywa umuzykalnione dziecko!!!:))))

najpierw mini-dialog z Oliwka przeprowadzony ok godizny 1:30 w nocy. dziecie sie zbudzilo i za skarby swiata nie chcialo isc spac. nie dziwie sie- potwornie goraco, cala spocona. przebralam, wzielam do naszego lozka, a ona dawaj wstawac na nozki zamiast lezec. wiec mowie do niej:
- Oliwko, usiadz.
- hihihihihihi
- Oliwia usiadz!
- hihihihihhihi
- siadaj!
- sioj!!! (stoj)
no i co???

w sobote zas Moje Szczescie konczyl jeszcze remoncik domowy (docinal kilka listew przypodlogowych, ktorych nie zdazyl wczesniej). a jako ze zakupilismy maly wozeczek-spacerowke zabawkowy dla Oliwki, wyszlam z nia przed dom. zauwazyla ze TAta jest w garazu, wjechala tam wozkiem swoim(a’propos, bylam bardzo pozytywnie zaskoczona jak sobie slicznie radzi z pchaniem takiego wozka i usadzaniem w nim lali z glosnym rozkazem: „siabaj!” = siadaj), po czym poszlysmy na spacerek. po spacerku, brama garazowa byla zamknieta. Oliwka dorwala sie do klamki i dawaj nia ruszac w te i nazad. jako ze drzwi ciezkie dosc, nie dala rady otworzyc – podeszla do mnie i… zaczela szukac klucza do bramy w mojej kieszeni!!!!

***

co do mnie – ja i Brzuchol jeszcze poki co koegzystujemy w miare prawidlowo, od czasu do czasu tylko posykuje z bolu gdy malemu Wiercipiecie zachce sie akurat zmienic pozycje. prowadze wnikliwe obserwacje ksztaltu brzucha – czasem z przerazeniem stwierdzajac ze… posiadam dwie pilki zamiast ladnego okraglego brzuszka… hmmmm… nadruchliwe jakies to moje DZiecko… az sie boje tego spotkania „po tej stronie brzucha”… :)))

no i juz!

6 komentarzy

wczoraj na mnie – babe jakby nie bylo w ciazy – spadlo bojowe zadanie: ugotowac obiad. proszony. znaczy sie nie tylko dla naszej trojki (no czworki, ale Brzuchol ma poki co dosc malo do powiedzenia w kwestii tego co by zjadl a czego nie). dodatkowo – MOjego Szczescia szkolny kolega z „nibyzona” (no bo ja nie lubie nazwy konkubina…) i dwojka dzieci. dzieci z ktorych jedno rok starsze od Oliwki, drugie w sumie 10 miesiecy mlodsze od Oliwki.
wykonalam wiec obiad w postaci:
* kartofelki
* ryz
* pulpeciki popisowe(znaczy sie malenkie) w sosiku marchewkowo-pietruszkowym a’la Moja Mama:)
* piersi kurzacze (mrozonki, bez przesady, i tak mialam mnostwo roboty)
* salatka warzywna wlasnego pomyslu
* salata z rzodkiewkami, ogorkiem i pomidorkiem
* deser – placek taki co to sie zawsze udaje (i z tego co wiem, to kazdemu, no chyba ze akurat ktos nie lubi postepowac wg przepisu…)
placek upieklam dzien wczesniej.
a cala reszta wczoraj. ha. zaskoczylam sama siebie, bo wszystko ladnie sie udalo, byli zaproszeni na 18, jedlismy ok. 18:30. przyzwoicie calkiem.
i jestem z siebie dumna i blada! ha!
a dzisiaj czeka mnie jeszcze inny wyczyn nie lada – prasowanie resztki Brzucholowych ciuszkow. tak coby mnie czasem porod nie zastal zanim to przygotuje. czesc juz jest dawno wyprasowanych, a czesc zostala calkiem niedawno dokupiona (lub doslana przez MOich Kochanych) wiec wyprasowana byc nie zdazyla…

a Oliwce juz sie swinstwo przestalo saczyc w zasadzie, nie jest zle, kropimy jeszcze tylko 2 razy, dzis wieczorem i jutro rano. i spokoj. musze przyznac ze Oliwka jest bardzo dzielna dziewczynka!
a wczoraj bardzo jej sie ten mlodszy bobas podobal, co mnie optymistycznie nieco nastroilo…
starszy nie bardzo, bo zabieral jej zabawki po czym chowal sie pod stol i sie tam nimi bawil… hmmm… ja rozumiem zabieranie zabawek – to Oliwka ma opanowane w 100% ale zeby sie chowac???

ponoc miedzynarodowy… ha ha ha. i nic wiecej w tem temacie nie powiem.e
Oliwka dostala prezencik a jakze:

poponz11.jpg

generalnie zdrowieje – chociaz swinstwo z ucha ciagle kapie… najgorsze jest to ze boje sie to porzadnie umyc, i takie brzydkie jest… patyczkiem do uszu sie boje zeby jej tego swinstwa gdzie glebiej nie wepchnac… ech… samo wyjdzie???
zauwazylam ze przez te chorobe rozpiescilam Brzdaca nieziemsko. krzyczy na mnie teraz (dobrze ze w swoim jezyku, przynajmniej nie wiem czy mnie zelzyla czy nie) jak tylko czegos jej nie chce dac… ech… ukroci ci sie to slonko, oj ukroci… jak tylko Brzuchol zdecyduje sie na wyprowadzke…


  • RSS