ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

idzie nowe… chcialoby sie… tymczasem obudze sie w noworoczny poranek i okaze sie ze nic nowego w zasadzie nie ma… ze Oliwka marudzi jak marudzila, ze ciagle nie ma sniegu, ze wszystko jest takie same… ja nie mowie ze zle, ale takie same…
tak w zasadzie to nie wiem czego ja chce. czy chcialabym zeby moja kochana coreczka juz chodzila, bawila sie sama i w ogole??? czemu denerwuje mnie to ze mnie potrzebuje… nie caly czas… i rownoczesnie sprawia mi to niewymownie wiele radosci… patrze w jej cudne oczeta, widze jak sie usmiecha gdy sie do niej zblizam… nawet jesli obudzila sie z placzem – lezki przestaja plynac…
uwielbiam sie bawic jej raczkami – a w zasadzie to ona sie bawi moja reka a ja rozanielona sie temu przygladam… moglabym tak tkwic… i tylko te sprzecznosci we mnie… z jednej strony – nie mam nic porzeciwko temu zeby tak lezec z corenka i obserwowac jej kazde poruszenie sie… z drugiej – potykam sie o nieposprzatane coraz wieksze ilosci roznych rupieci… balagan w calym domu siega sufitu… ja nie jestem pedantka ale jednak troszke porzadku bym chciala w domu miec… albo za przeproszeniem – moc bez pospiechu wziac prysznic, tudziez wyjsc tam gdzie kazdy piechota chodzi… niestety – coreczka sobie zyczy widziec moja twarz caly czas. jesli sie tylko odwroce – podnosi raban i to nie z tej ziemi… cieszyc sie czy plakac… wczoraj wylam Mojemu Szczesciu do sluchawki… przytlacza mnie to macierzynstwo, nie radze sobie… z drugiej strony – widze ze wszystko jest w porzadku, ze wcale nie jest tak tragicznie…
a najgorsze jest to ze jesli tylko probuje wyartykulowac moje problemy – wychodzi na to ze sama nie wiem czego chce i ze w zasadzie nie ma problemu i sie czepiam… ech…

mimo wszystko – ciagle mam nadzieje ze wlasnie ten Nowy przyniesie cos innego, jakas iskierke czegos…
a wiec szczesliwego Nowego!!!

p.s.!!! Oliwka sie wlasnie przewrocila z pleckow na boczek!!!! jest nowe????!!!!

w sumie nie wiem co mam napisac o tych swietach… byly-ale jakby ich nie bylo… tak bardzo chcialam by byly inne – no i to osiagnelam z cala pewnoscia, tylko czy aby o taki wlasnie efekt mi chodzilo???
chcialam sie nie spieszyc… taaak. niby szlam na latwizne – barszcz z torebki, uszka z zamrazarki, w zasadzie zrobilam rybe, salate, i tyle… no jeszcze placek… Oliwka jednak wydatnie mi pomagala nie zdazyc… w efekcie do wieczerzy usiedlismy o godz. 20…
chcialam sie zatrzymac… niestety. chyba kolejne swieta na zasadzie odfajkowania… i tylko sie zastanawiam, czy ja jeszcze kiedys bede potrafila sie cieszyc tak NAPRAWDE z tego Bozego Narodzenia…

…szczęścia w życiu osobistym, sukcesów w pracy, dobrego zdrowia, anielskiej cierpliwości przy czytaniu tych życzeń, domku z ogrodem i basenem,eleganckiej limuzyny, samych zwycięstw, spełnienia marzeń, miłych niespodzianek losu, grona prawdziwych przyjaciół, niewyczerpanych pokładów energii, uśmiechu na co dzien, drogi usłanej różami, satysfakcji z pracy, genialnych pomysłów, niskich podatków, słodkiego, miłego życia, głównej wygranej na loterii, pozytywnej aury, pogody ducha, pomyślnych wiatrów, gorącej miłości, wygodnych butów, cudownych wakacji, szczęścia, pociechy z dzieci i wnuków, punktualnych pociągów, świętego spokoju, jachtu, żadnych trosk, powodzenia u płci przeciwnej, wysokich lotów, rześkich poranków, pomyślności, trafnych decyzji, intuicji w interesach, prezentów od losu, dużego łóżka, pękatego portfela, szerokiej drogi, miłego szefa, jasności umysłu, niebanalnych wyzwań, miłych snów, pewności siebie, wielkiej fortuny, wielu uśmiechów, bogatego wujka, błyskotliwych ripost, romantycznych wieczorów, udanych łowów, pasjonującej pracy, szansy na sukces, dużo słodyczy, pozycji lidera, szampańskiej zabawy, mocnego dachu nad głową, samych pozytywnych wibracji, pełni życia, wielu niezapomnianych chwil, dużo słońca, olimpijskiej kondycji, pomyślności, jak najmniej zmartwień, wyjścia z każdej sytuacji, uwielbienia u podwładnych, pasma sukcesów, niezmiennie zielonego światła, czystego nieba, stu lat życia, końskiego zdrowia, sławy, pokaźnego konta, manny z nieba, wysokich wygranych, ciągle nowych rekordów, niskich kosztów, bezpiecznych lądowań, wielu ciekawych znajomości, wygranych przetargów, sumiennych dłużników, taaaakiej ryby, najwyższego miejsca na podium, dobrego fryzjera, radosnych świąt, serca jak dzwon, pewnej ręki, komfortowych warunków, przyjemnych doznań, wielu wzruszeń, mocnej głowy, powodzenia, otrzymania najwyższych odznaczeń, osiągnięcia wyznaczonych celów, pełnego sejfu, szczęścia w kartach, sprzyjającej pogody, dobrych zbiorów, kolorowych chwil, twórczego podejścia do pracy, połamania pióra, góry pieniędzy, samych słonecznych dni, smacznego jajka, uroku osobistego, mnóstwa prezentów, udanych negocjacji, grzecznych dzieci, udanych wakacji, miejsca w Księdze Rekordów Guinessa, większości w parlamencie, miłego wypoczynku, wesołego towarzystwa, dobrego apetytu, szczęśliwej podróży, złotej jesieni, poczucia humoru, wiecznej młodości, licznego potomstwa, nie wieszającego się komputera, lekkości bytu, pokojowego rozwiązania wszystkich konfliktów, szybkiego rozwoju gospodarczego, hojnych sponsorów, korzystnego układu gwiazd, miłosnych uniesień, czytelnych instrukcji, cichych wielbicieli/elek, mistrzowskich
zagrań, dobrej nocy, wielkiej przygody, słodkich snów, wystrzałowej zabawy sylwestrowej, zgranej ekipy, lojalnych współpracowników, bujnej wyobraźni, pełnego szkła, suto zastawionego stołu, złotej rybki, zimnego piwa, zasięgu w każdym miejscu, gry fair play, nieomylnych decyzji, miejsca w historii, głównych ról, kreatywności, podróży dookoła świata, udanych szkoleń, efektywnych poszukiwań, pakietu kontrolnego, bogatej kolekcji, dużo wolnego czasu, beztroskiego życia, dobrej passy, celnych strzałów, zdobycia Mount Everestu, wolności, trafnych wyborów, gradu prestiżowych nagród, widoków na przyszłość, podzielnej uwagi, czterolistnej koniczyny…..

a tak na serio – po prostu Spokojnych, Radosnych Swiat… radosnych ta prawdziwa Radoscia jaka daje nam cicha zaduma nad cudem i miloscia Tego, Ktory wlasnie przychodzi na swiat… oby narodzil sie w nas… oby nie musial szukac dalej…

za malo??

1 komentarz

mleka mojego?? kurdelek:( a tak sie cieszylam ze jak juz zaczynamy kaszke to fajnie bo obedzie sie bez zastepczego przynajmniej na razie… i to nie ze kaszki dostaje tyle ze sie naje i juz ssac nie chce! chce ssac! w zasadzie chce ssac co godzine… no co poltorej… i juz nie przesypia tyle co dawniej… wystraszylismy sie najpierw ze to reakcja alergiczna na kaszke (na stronie nestle bylo: marudzenie w dzien i budzenie sie w nocy)… potem myslelismy ze to nawilzanie powietrza… ale wlasnie mi takie przyszlo do glowy, ze ani to jedno ani drugie… po prostu nie najada sie maluszek… i co teraz??? zwiekszyc porcje kaszki??? czy wprowadzic sztuczne mleko????!!! ratunku!!!!!!

kaszka!

1 komentarz

dzien pierwszy.niedziela.
kolo popoludnia rozrobilismy jedna stolowa lyzke suchej kaszki czterema lyzkami wody uprzednio filtrowanej i gotowanej 10 minut, ostudzonej oczywiscie. kamera – akcja! (kamerzysta bylo Moje Szczescie oczywiscie)… hmmm… co tez sie dzialo… najpierw dalam Najmlodszemu naszemu Ludzikowi lyzke umoczona w kaszce. polizala, wypchala jezorkiem. potem nabralam na czubeczek lyzeczki kszki i dalam. jezorek-wypchniecie. powtorzylam… nie bylo jezorka. poszlo gdzies bokiem. niezrazona powtarzam operacje jeszcze x+n razy… czasem slyszalam przelkniecie, hurra!
efekty:
1.mam nadzieje ze jakas 1/3 kaszki poszlo jednak do Oliwczynego brzusia…
2.sliniak upaprany kaszka – sztuk jeden
3.lapki upaprane kaszka – sztuk dwie
4.mamina reka – jw – sztuk jedna.
wszystko skrzetnie nagrane na video przez Moje Szczescie:))) Oliwka nas kiedys zamorduje!

kaszki dzien drugi.poniedzialek.
juz sama- bez Mojego Szczescia (w pracy bidulek) rozrobilam kaszke jak wyzej. sliniak (co to jest ze Oliwka tak nie lubi sliniaczkow???) no i prosze? okazuje sie ze Oliwka wcale jezorkiem nie ywpychala kaszki – owszem czasem sie jej nie przelknela i wyleciala boczkiem, ale bez porownania bylo lepiej niz wczoraj!!!! oceniam ze okolo polowy kaszki wyladowalo w Oliwczynym brzuszku (a moze i wiecej???). tak trzymaj Perelko!

…bylismy u lekarza. Oliwkowego. Lekarz na widok Oliwki zakrzyknal: o boy! jaka ona wielka!!! Najmlodszy nasz Ludzik zostal zbadany, zmierzony, zwazony, na koniec jeszcze zaszczepiony. wszystko na zet. a o to rezultaty:
* 6640g
* 67cm
* ogolnie zdrowa Kruszynka:)
* zrobila „leee” jak juz mila Pani Pielegniarka wyjela igielke, i na wiesc o tym ze juz po wszystkim i nie ma co plakac – usmiechnela sie i o.
ponadto – Pan Doktorek powiedzial ze nie ma co czekac tylko trzeba startowac z kaszka! ryzowa. jutro zaczniemy – chcialam odczekac zeby w razie dziwnej reakcji wiedziec ze to od kaszki a nie od szczepionki. Malenka nie goraczkowala nawet, ogolnie byla tylko troszke bardziej marudna. troszke… no powiedzmy bardziej.
ciesze sie z tej kaszki… wiem ze malenka pewnie bedzie na poczatku wypluwac, ale moze kiedys cos przelknie???

Lucky:)

2 komentarzy

Uszatek nasz kochany jest bardzo dzielnym stworzonkiem!!! w piatek po poludniu mial zabieg, zaraz po przebudzeniu z narkozy – skubnal sobie sianka:) pani Wet powiedziala ze zalozyla dwie pary szwow – wewnetrzne rozpuszczalne i zewnetrzne nierozpuszczalne, i ze jakby sobie wygryzal te zewnetrzne, to zeby przyjsc, ale ja nie zauwazylam zeby sobie wygryzal, normalnie myje sie w tamtej okolicy i juz. do konca piatku sobie przesiedzial w kuwecie taki ciutke oszolomiony – pogryzajac sianko i pijac duzo wody. w sobote juz zaczal wracac do normalnosci… zjadl zieleninke, zaczal normalnie bobkowac(rano bylo kilka mniejszych i czarnych bobkow, ale potem juz normalny rozmiar i normalna ilosc:) ). w niedziele zaczal demolowac klatke (pani Wet polecila zeby go przetrzymac w klatce 2-3 dni) wiec wypuscilismy na chwile. bidulek sprobowal wskoczyc na kanape i… zaryl w nia noskiem, i spadl, nie czyniac sobie zadnej krzywdy. w poniedzialek juz sie go nie dalo utrzymac w klatce – zywy, wesolutki,… :) hmmm jakby w ogole nie zauwazyl ze cos sie stalo! i tak ma byc!!!!!!

jutro o godzince 8 rano zawozimy Lucky’ego do weta… juz nie moglismy wytrzymac patrzec na to jak sie biedak meczy… no powiedzmy „seksualnie”… osemki dookola naszych stop jeszcze jakos sie znosilo… w pewnym momencie – ataki na nasze nogi… poki bylo bez gryzienia, jeszcze uszlo. teraz juz i zabki doszly… serce mnie sie kraje, boje sie jak ciort. patrze na tego zwierzaczka… jest taki kochaniutki. slodki, i w ogole… mam nadzieje ze nie za wiele sie mu zmieni… niby juz na forum kroliczym jestem tak dlugasnie, niby wiem duzo o kastracji kroolisiow… wiem ze wet jest w porzadku – jeden z nielicznych „kroliczych” wetow… boje sie jednak i tyle. a co jesli mu sie cos odmieni? co jesli zmieni sie jego charakterek? co jesli sie rozchoruje?? tyle strachow… jednak nie ma innego wyjscia, widzimy obydwoje z Moim Szczesciem ze bez tego sie nie da. meczy sie biedulek, poza tym – jeszcze podgryzanie nas to pal szesc, ale jakby tak Oliwke zaczal? poza tym tak szybko potrafi podejsc pod nogi, ze czasem – jak np niose Oliwke – nie widze go wcale! strach pomyslec ze moglabym go nadepnac! albo sie wywrocic razem z Oliwka… a zamykanie Lucky’ego-Lobuza nie wchodzi w gre:)
trzymajcie wszyscy kciuki za mojego Uszatka!!!!


  • RSS