ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2003

niesamowicie! cudownie!
brak mi slow na to jak super sie bawilismy na wczorajszej imprezie. cadziorek i w ogole. cudo. a nasza Opiekunka do Oliwki sprawila sie na medal. nawet na dwa medale:)
wodzirej – czy tez powinnam moze powiedziec nowoczesniej – „didzej” na imprezie NIESAMOWITY. gostek sie na to urodzil! prowadzil mnostwo tancow grupowych – uczyl krokow i komentowal dowcipnie, a potem cala sala (no nie, bez przesady – nie zmiesciloby sie… 800 osob na parkiecie!!:) )tanczyla. rozdawali rozne gadzety, sombrera meksykanskie i grzechotki, „rozki-serduszka” i „rozki-gwiazdki” (no i co serducho moglo dostac? oczywiscie serduszka :o) ), migajace malenkie swiatelko, rurki z czyms swiecacym… na wszystko sie zalapalismy za wyjatkiem migajacego, to znalazlam na podlodze:))) ogolnie no niesamowita impreza!!! najlepsza na jakiej bylam od… naszego wesela!!!! muzyka super, do obiadu przygrywala grupa jazzowa, normalnie miodzio!!! brak mi slow!!!!!
kolano mnie boli, i palce u nog mam zdretwiale no i co z tego????
nieeeeeeeeeeeeeeeeech zyyyyyyyyyyyyyyje baaaaaaaal!!!!!!!!!!!!!

z Oliwka prowadzimy bardzo ozywione rozmowy… do momentu kiedy sliczne i wesolutkie gaworzenie nie zamienia sie w marudzenie… wczoraj, juz zniecierpliwiona takim dluzszym marudzeniem (ktore zwykle poprzedza moment zasypiania Oliwki) pytam:
- no czego ty chcesz Zuczku, powiedz mi wreszcie!
Oliwka na to: – ebbe!!!
o zgrozo!!! EB???? wczesnie zaczyna!!! to co bedzie pozniej????

poza tym chcialam pochwalic to malenstwo! najslodsze i najukochansze pod sloncem! wczoraj spalo od 22 do 1 rano, nastepnie pojadlo, i spalo od ok. 2 do… 9:30!!! raj na ziemi!!!

*

1 komentarz

jest mi smutno zle i w ogole do kitu. a poza tym deszcz pada. Najmlodszy Ludzik nie chce spac (no dobra, ze teraz zasnela, ale jak dlugo marudzila?), nawet mi nie chciala dac zjesc czegokolwiek. kregoslup mi wysiada. nerwy juz dawno wysiadly. cierpliwosc chwieje sie na poziomie 0 / -1… patrze w lustro i widze zmeczona babke ktora ma na ustach wieczne narzekania. zeby mi tak czasem nie zostalo…

a przeciez sie ciesze, przeciez kocham te moja Kruszynke tak, ze na sama mysl leca mi lzy z oczu!!! czyzby to tak ze zmeczenia? no ale jak sie przyznam ze Malenka spi od 5 do 6 godzin w nocy to wszystkie czytajace to matki stwierdza z oburzeniem: no toz to raj! moja Kasia/Basia/Marysia (moj Jasio/Kuba/Dawidek) to… i tutaj sobie prosze nie zalowac. wysuplac z siebie historyjke na temat jak ja to mam dobrze a moja/moj j.w. to mi nawet 3 godzin przespac nie dal. no to ja widocznie wyrodna matka jestem. mo daje pospac. co z tego jak potem caly dzien wykancza… i to tak z usmiechem na ustach w zasadzie… buzia jej sie nie zamyka. bo po co, nie? gege,gugu aaaaauuuua! piiiiiiiiii! i pisk, i gege gaga aaauuuuuuuu! uuuuuueeeeeee! i przechodzi to radosne gadanie w zawodzenie… a zawodzenie czasem przechodzi w normalny placz. czasem. nie zawsze…
czasem chce mi sie uciekac… no wiec dobrze moze jestem gowniara niedojrzala. moze…

i wystarczy tylko, ze kiedy podejde do marudzacej Kruszynki, ona sie usmiechnie. i popatrzy sie na mnie szeroko otwartymi oczkami…

powiedzmy ze dzisiaj bedzie malo poetycko – caluski Bozy dzien martwilam sie ze Oliwka trzeci juz dzien nie zrobila kupy. bylysmy nawet u Oliwkowego lekarza, ktoren to z pieknym usmiechemna ustach powiedzial: spokojnie, dzieci karmione piersia moga miec przerwy nawet i do 5 dni… tu mnie dokladnie ustrzelil… no ale. i nastepnie „zapodal” rozne takie. ze wode, jakby nie chciala wody to dodac pol lyzeczki cukru, jakby nie chciala, lub jakby nie podzialalo – 2-3 lyzki soku ze sliwek… ustrzelil mnie po raz drugi… dopiero ostatecznosc to czopek… no i chyba tego czopka wlasnie sie moje Dziecie wystraszylo bo walnelo taka kupe ze hohohoho! i to akurat w czasie kiedy rozmawialam przez telefon z Moimi Kochanymi… smialam sie ze musze z nimi codziennie rozmawiac to Oliwka codziennie bedzie kupe robic…
kamien wagi wielkiej stoczyl sie mi z serca i walnal gdzies tam.

a jeszcze na oslode dostalam list-niespodziewajke… tak mnie ucieszyl…!!!!!!!!!!

no bez przesady, az tyle go nie spadlo ale jednak! bialo!pierwszy raz tej zimy wstalam rano wyjrzalam przez okno (zamkniete rzecz jasna!) i co widze? ano snieg widze! wprawdzie pewnikiem sie on stopi, ale jednak. stopi sie bo slonko swieci.
szukamy sanek. dla naszego Zuczka:) (a’ propos – nie wiem skad mi sie wzielo takie pseudo dla Oliwki ale mi sie podoba! zamiennie z zabusia:) tez na „z”-z kropka ma byc ale nie mam!) no wiec szukamy, a w sklepach same jakies takie… ciort wie co. jak nie plastikowe, to plaskie calkiem – tak ze za przeproszeniem trzeba by siadac na desce ktora szura po sniegu. no to przeciez nie dla Maluchow! szukamy dalej…
a u Moich Kochanych w piwnicy takie wlasnie sanki byly… ech…

… chwilowej ciszy (az sie boje napisac ciszy, zeby sie czasem Malutka nie zbudzila…) costam wyklikac chcialam… sprobuje nie marudzic…
dzisiaj dzionek calkiem na poziomie – zdazylam nawet zrobic pranie, i rozne takie, bylysmy tez na godzinnym spacerku, a co! zaba mala uciela sobie krociutka „zdzrzemke” w wozeczku, wiercac sie przy tym niemilosiernie, przyprawiajac mnie o obled prawie, jako ze wkute w leb mialam ze bron Boze odkryte uszko. bo zapalenie ucha. wiec strzege tych uszu jako najwiekszego skarbu…
ogolnie dzisiaj da sie zyc! az szkoda ze sie dzien konczy…

taka karteczke powinnam sobie przybic do czola. od jakiegos czasu chyba nie ma dnia zebym nie marudzila… bola mnie plecy, Oliwka marudzi (no po kims to ma nie?), pogoda pod piesem, w ogole to nie chce mi sie nigdzie isc, jedynie na zakupy…
pozytywny element byl jeden – fryzjer. i bynajmniej nie chodzi o to ze facet przystojny, choc moze i tez (wloch zreszta, ale jakos tak nie niskopienny, ale postawny lysy… nasuwa mi sie nieodparte skojarzenie z … mafiozem hihiih:) ), chodzi o to ze sie nie bal. juz dawno go ze tak powiem odkrylam – nie bal sie sciac mi wlosy… jedna babka sie bala, ja mowie na krotko a ona ze wiecej mi nie zetnie bo jak ja bede wygladac. no kurka, od ladnych paru lat sie scinam na bardzo krotko (4cm w najdluzszym miejscu) i jakos wygladam!!!
…taaaa a Oliwka marudzi i marudzi… czy ona w ogole bedzie dzisiaj spac?????????????????????!!!!!!!!!!!!

hustawka…

2 komentarzy

bynajmniej nie nastrojow.. chociaz pewnie tez…
Siostra Mojego Szczescia sprawila nam taki prezent, a raczej dostala sie hustawka w spadku po jej dzieciach ktore juz z niej wyrosly…
jak by nie bylo – stanela hustawka na kroliczym terytorium (no tak, pokoj stolowy przeciez do krolika nalezy!)… stoi tak od poniedzialku… dzisiaj wlozylam do niej Oliwke i „zabujalam”… Oliwka zrobila wielkie oczy i… zaczela sie rozgladac na wszystkie strony!!! podobalo jej sie chyba! w kazdym badz razie – na ustach jej „marudki” zamarly!!!
o matko moze to bedize dzialac??????

koty…

1 komentarz
czasem lubie patrzec przez okno w kuchni – na swoj wlasny mini-ogrodek… oczywiscie ogrodzony wysokim drewnianym plotem bo kazdy z domkow gesto usianych w okolicy ma identyczny ogrodek… dzisiaj bylam widzem niezlego spektaklu… na plocie przeciwleglym do mojego okna siedzial (w zasadzie u sasiada na plocie to bylo, ale widok mialam niczym niezaklocony) Bialoczarny z prawej strony a obok niego – Szarobury. Bialoczarny wygladal na szefa – siedzial sobie spokojnie i ani myslal wstawac. Szarobury natomiast wycofywal sie nieznacznie… w koncu odwrocil sie i dal kilka krokow na plotek z prawej strony (odgradzajacy moj ogrodek od ogrodka sasiada z prawej) – gesto sie ogladajac. na to Czarnobialy wstal zjezyl sie i wykonal kilka krokow… Szarobury probowal wytrzymac spojrzenie i warkoto-miauki Czarnobialego, ale jednak poddal sie i zeskoczyl na moj kompostownik… Czarnobialy zajal jego miejsce na plotku z prawej… Szarobury zeskoczyl z kompostownika, i pognal pod nasz taras… Czarnobialy za nim – jednak nie znizyl sie do tego by wlezc pod nasz taras… przypilnowal tylko zeby Szarobury nie wylazl. chcac-niechcac – Szarobury jak niepyszny poszedl sobie przeslizgnawszy sie pod moja furtka… Czarnobialy dostojnie podazyl jego sladem…
kurka czemu one tak lubia moj ogrodek??? a potem zbieram rozne te takie… z trawnika!!!!!

no powiedzmy ze nie tak calkiem bal… ale przyjecie Bozonarodzeniowe tzw. pracownicze dla dzieci:) bardzo fajniutka imprezka, tylko dla ciut starszych od Oliwki:)
poczatek imprezy Oliwka przespala w wozeczku – dajac nam tym samym mozliwosc spozycia tzw. „lanczu” po czym zaprotestowala przeciwko uciskowi mlodszych przez starszych i zazyczyla sobie wziecia na rece (glosnym placzem). po czym stwierdzila ze to malo i zazyczyla sobie obejrzec cala sale blizej. wiec wykonalismy spacerek w kolko. po czym odebralismy paczkem, i na sale przyszedl Swiety Mikolaj… Oliwka sie na dobre rozbeczala… no to ladne kwiatki – mysle sobie, no ale nic to, stwierdzam ze nawet jak bedize beczec na wszystkie strony swiata, to i tak zdjecie ze Swietym mikolajem bedzie! chyba do niej to dotarlo, bo w kolejce jeszcze plakala, natomiast na rekach u Swietego Mikolaja byla cichutka:) sobie chyba takiego swietego wypozyczem… pozniej byl pokaz zjawisk fizycznych – a raczej roznych trickow z ich wykorzystaniem. bardzo fajne, tylko Oliwka jakos zainteresowania nie wykazala. za to bardzo ja zajelo… lustro. takie wielkie. wpatrywala sie w swoje i moje odbicie… tzn jak juz je zauwazyla:)
nastepnie przybyl magik, i wniesiono kawe, oraz zostal nadmuchany takie domek do skakania dla dzieciakow. z racji tej, ze oliwka JESZCZE nie skacze, magia ja nie zajmuje i kawy nie pija – rozplakala sie na dobre (no niewykluczone ze zaczela byc glodna), zwinelismy wiec sie szybciutko i pojechalismy do domu. w samochodzie szkrabik maly usnal…
i tak oto sie odbyla pierwsza impreza naszej coreczki… hmmm. wczesnie zaczela… :)


  • RSS