ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2003

takie tam

3 komentarzy
ominal mnie slub i wesele mojej… przyjaciolki (?)… kurka… jeszcze rok temu bylam pewna ze to moja przyjaciolka teraz juz nie jestem pewna niczego…
ech…
nic to.
wazne ze Maluch stara sie jak moze umilic mi rozne takie chwile. wczoraj traktowal moj pecherz jako worek treningowy…
moze to jednak facet jest??? :)
no nareszcie! dorwalem sie do klawiatury, przeciez do czego to podobne zeby mnie do kompa wcale nie dpuszczac!!! i romans przez to kuleje (mam nadzieje ze sie Maciejka na mnie do reszty nie pogniewala…), i na blogu nic o mnie nie ma!!! tak przeciez nie moze byc!!!
no to juz spokojnie. wiode sobie milutkie i spokojne zycie, nie rozumiem Serducha, ktora caly czas mi szepcze ze mam szczescie ze nie musze wychodzic na dwor. hmmm a co to jest dwor? ja nie znam innego swiata, jak tylko domek Serducha i Jej Szczescia… no jeszcze piwnica (wysoka) rodzicow Szczescia. czekajcie… tam wlasnie raz mnie wypuscili w zagrodce na zielona trawke…ale bylo milutko!!! to to jest chyba ten dwor??? no ale wcale nie bylo goraco wiec na co ona narzeka???
w sumie to fakt ze w domu nie jest tak zle – jak sie robi za goraco to cos takie sie wlacza i dmucha zimnym powietrzem. dmucha i dmucha a ja co podejde i chce powachac to serducho krzyczy zeby stamtad isc bo sie przeziebie. ech… ci ludzie. na dwoch lapach lazom to myslom ze wszystko wiedzom czy jak???
poza tym wszysto u mnie w jak najlepszym porzadku – odpoczywam sobie duzo, najchetniej na kanapie. tutaj tez sie spotykam z niezrozumieniem jak sie staram wylizac porzadnie tylne jej oparcie. bardzo lubie biegac wokol stop Serducha i Jej Szczescia. ale oni tego nie rozumieja, i czasem sie denerwuja. ale widze ze mnie kochaja bardzo. codziennie mam swieza porcje zieleninki, czasem wiekszy wybor, czasem mniejszy, ale zawsze jest.
w sumie – w porzadku te ludziska no!

p.s.a Serducho mowi ze TUTAJ jest jej marudzaca notka.

wlasnie owa rzeczona w tytule wystapila wczoraj na lekcji szkoly rodzenia w charakterze narzedzia cwiczen… hmmm cosik w tym jest. cwicznie dotyczylo… oddechu. najpierw zostalismy poinstruowani JAK oddychac. mianowicie na poczatku skurczu nalezy wziac potezny oddech do pluc i brzucha, nosem „wdechnac” ustami „wydechnac”, potem – co mnie sie wydawalo bez sensu ale jednak okazalo sie ze ma sens – nalezy zwolnic oddychanie z ok. 20 oddechow na minute do ok 12. potem starac sie oddychac normalnie, nastepnie gdy przychodzi ten czas ze kobitka w zsadzie to ni chce oddychac tylko przeczekac skurcz – 4 krotkie wdechy -3 ktorkie wydechy i ostatni dluzszy wydech. przetrenowalismy wszyscy – spoko. nastepnie dostalismy do raczek po duzej kostce lodu. experyment wygladal tak, ze najpierw trzeba bylo scisnac kostke lodu w rece i wytrzymac jak najdluzej (dopoki ona nie powiedziala „jusz”). koszmar! nie wytrzymalam 45 sekund! nastepnie kazala przelozyc kostke lodu do drugiej reki i powtorzyc cwiczenie – tym razem stosujac nabyte nowo techniki oddechu. no wiec sciskamy. gleboki oczyszczajacy wdech-wydech. potem kilka z serii zwalniajacych. potem kazala oddychac normalnie ile sie da. potem te 4 krotkie 3 krotkie 1 dlugi. potem przejsc znowu do zwolniajacych. i na koniec gleboki. tak sie zaabsorbowalam tym oddychaniem, ze nie zdazylam nawet wszystkich przecwiczyc a kobietka mowi ze jusz! co sie okazalo???? ze to drugie cwieczenie bylo dwa razy dluzsze!!! a ja stwierdzilam ze moglabym jeszcze trzymac te kostke!!!! szok!!!!mialo nam to uswiadomic potege oddechu!!! uswiadomilo.
to byla kostka lodu…
a jak bedzie ze skuraczmi to sie okaze:)

glupawka:P

3 komentarzy
goronco mi. wienc uprasza siem szanownego czytelnika o wyrozumialosc. jako ze jak wiadomo upal sie rzuca na tak zwany „musk” bardzo mocno i wyraznie, co skutkuje pisaniem gupich notek miendzy innymi:)
na starym blogu wynotowalam dwa niezmiernie ciekawe dialogi przeprowadzone niedawno calkiem a mianowicie w sobote i w niedziele z przypadkowymi paniami. jakby ktos jeszcze tam nie byl to: TUTAJ.
te walsnie dialogi jakos mnie tak dziwnie skloniy do refleksji tudziesz jakowejs niebezpiecznej zadumy nad wlasna osoba. no bo przeciez kazde spojrzenie w lustro mnie utwierdza w przekonaniu ze ten moj Brzucholek jeszcze az taki wielki nie jest… a tu nagle jedna taka od truskawek mnie wyjezdza z blizniakami… hmmm… ja tu piekna zgrabna i powabna (o matko, dzwonic po pogotowie!) a mnie tu takie teksty wstawiajom???????
dzien Ojcowy dzisiaj. Moje Szczescie jako przeciez Ojciec dostalo… hihihihi:) dostalo specjalna podkladke do „odbekiwania” dzieciatka (chodzi o to ze po jedzonku nalezy dzieciatko ustawic w pionie i poczekac az siem beknie. tzn nie nam tylko dzieciatku. takie bekniecie moze siem polaczyc z ulaniem i najlepiej wtedy miec cosik na ramieniu coby nie bylo trzeba sie od razu przebierac:) ), fachowa taka, ceratka pod spodem bawelenka (frote) na wierzchu i napisik: Tatus mnie kocha :) a co!
i nie gadac mi tu czasem ze Moje Szczescie to dopiero bedzie Tatuskiem. takie mi tu glodne kawalki wstawiali moi Wujowie i Ciotki. ja wtedy (no ok, lekko poddenerwowanym glosem) mowiem wskazujac na brzuch – a tam co niby jest???? nie dziecko czasem???????
czemu dla niektorych dziecko zaczyna sie od momentu porodu???????????????

32!

4 komentarzy
z racji tej ze wczoraj wlasnie zaczelismy 32 tydzien co wg wiekszosci zrodel daje nam poczatek osmego miesionca – czas na bilans:)
lista skarg zazalen i odkryc siem przedstawia nastempujonco:
1. puchnonce nogi. co ciekawe – opuchlizna czesto sie zmniejsza lub znika po…spacerku???!!! nawet swiatly pan Doktorek M.R. nie umial mi tego wytlumaczyc – myslal pewnie ze mi siem zdaje:)
2. siusiu. ganiam znowu coraz czesciej – do tego stopnia, ze czasem wychodzac z toalety – nagle odwracam sie na piecie i wracam skad przyszlam:) Moje Szczescie tego akurat pojac nie umie, i zawsze gdy mu teatralnym szeptem oznajmiam: „Muszem siusiu” – patrzy sie na mnie ze zdziwieniem i rownie teatralnym szeptem pyta: „przeciez dopiero bylas…?” taaaaak… siem pytam – i co z tego?
3. jak jusz przy toalecie jestesmy to przepraszam bardzo ale zatwardzenia! bez komentarza bo co tu komentowac????
4. zasapka. no to ponoc normalne bo Babelek rosnie, i siem pcha.
5. skrocenie czasu tzw. pierwszego snu do 4-5 godzin – nie tak zle, tylko potem odbijam sobie zdrzemkami:)
6. Najmlodszy Ludzik siem pcha. a ja ciagle i uparcie siem z tego bardzo cieszem i ani mi w glowie narzekac! niech siem pcha!!! na zdrowie!
7. ciongle nie mogem pic soku pomaranczowego ani grejpfrutowego, ani ogolnie cytrusow. jesc tesz nie.
8. kilogramy zwolnily troche:) no i fajno:) choc akurat one mnie porzejmujom w najmniejszym stopniu:)
9. przy porannym wstawaniu odkrywam ze bolom mnie kosci miednicy… hmmm siem maluch rospycha to co siem dziwic. ale przechodzi w miare „rozchodzenia sie” za dnia:)
10. czytam rozmaite magazyny-poradniki i ciagle nie wiem ktory mi sie najbardziej podoba:)
11. szalencze pogonie za wyprawka osiagnely etap „niezbednego minimum”:) no nie zarzekam sie ze jusz nic nie kupiem, ale…:) w razie co to moze byc:) jeszcze tylko kosmetyki zostaly do kupienia.
no i tym optymistycznym akcentem… :) w sumie nie jest tak zle nie?

ech… od wczoraj tak… wszystko mi z rak leci… ot chociazby wieczorem – no powiedzmy w ciagu 5 minut zdazylam:
- przewrocic dwa dezodoranty,
- wrzucic szczoteczke do zebow do zlewu
- wrzucic krem do twarzy do kosza na smieci.
a w ogole to mnie wczoraj ugryzl komar. o.
na szkole rodzenia tym razem bylo calkiem milo – polozna uczyla naszych facetow jak masowac swoje zonki w czasie skurczow zeby jakos przetrwaly. przezylam jakos.
natomiast dzisiaj sobie od rana taki niezbyt mily dzionek postepuje – dwa razy sobie nachlapalam na spodnie roznosciami. dobrze ze te roznoscie plam nie zostawiaja…
ech…
wczoraj zasypialam wyjac Mojemu Szczesciu w mankiet… no powiedzmy ze nie w mankiet ale w ramie mu wylam. ze taka bezadziejna jestem… a po chwili juz wylam dlatego ze wyje. ze jestem taka rozmazana. plaksa-beksa. ech…
ktos moze kiedys zrozumial ciezarnom kobietem? niech siem zglosi i mi mnie samom wytlumaczy bo ja juz nie moge!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

kolejny weekend sobie poszedl. ja nie wiem co to jest ze one tak szybko mijajom? tzn ze od weekendu do weekendu jakby siem ten tydzien skurczyl czy cos? napawa mnie to strachem niejakim bo jak teraz juz sie tak kurczy to co bedzie kiedys? tzn w juz niedalekiej przyszlosci?
sobota znowu dosc „robotna” byla, rozne roznosci trzeba bylo wykonac. Miedzy innymi – zlozylismy wozek do tak zwanej „kupy”. no i calkiem fajnie wyglada, i calkiem niezle sie powozi – tzn po terenie niejako ograniczonym – z kuchni do pokoju i z powrotem:) zlozylam (sama!) ten „mini-odkurzaczyk” tzn nim sie da podloge poodkurzac tesz, oraz mozna trzonek zdjac i poodkurzac sobie np. kanape czy cos.
wczoraj jakos tak niespokojnie mi sie zrobilo bo Najmlodszy Ludzik chyba przekimal caly dzien – lub wiekszosc dnia. jusz zatesknilam za tradycyjnymi przepychankami – no to dzisiaj nadrabia niedopatrzenie:)))dziabie rowno, pcha sie czyms, nie wiem czym, mam nadzieje ze tylkiem. bo do gory. to ja wole zeby w gore sie tylkiem pchal – to by oznaczalo ze glowka do dolu – znaczy sie wszystko w porzadku.
od strony pogodowej – zaczyna sie robnic niefajnie – bo upalnie… i to mi siem wcale nie podoba. przydal by sie przytczek elektryczek… zeby tak pstryk – i ochlodzic troche klimat:)
ech tam takie glupotki…
w niedziele sie zaopatrzylam w czasopisma „dzieckowe” roznej masci – byla wyprzedaz starych, po obnizonych cenach:) no to mam takom stertkem sobie teraz w domciu:))) ciekawe na jak dlugo wystarczy:)))))

no tak jedna notka na :( druga na :), ale to chyba normalne… tak sobie mysle ze kobiety w ciazy to chyba jeszcze nikt nigdy w zyciu do konca nie „rozgryzl”, co wiecej – ona sama siebie chyba nie rozgryzla:) latwo sie mowi – „bo mnie to nikt nie zrozumie taka jestem biedna nieszczesliwa” ale… tak szczerze powiedziawszy to jest to na zasadzie – ja sama siebie tez nie rozumiem i nie wiem o co mi chodzi:) wiec sie staram znalesc przynajmniej „powod zastepczy”… :) ech…
nic to.
zaczelismy ostatni tydzien siodmego miesiaca – znaczy sie 31 tydzien.czyli w sumie – 10 tygodni przede mna. tzn jesli Maluch bedzie przepisowo:) na plusie mam kolejny kilogram… e tam kilogramy.
kopniaki pomalenku sie przeradzaja w przepychanki i wypychanki, tzn nie zeby Najmlodszy Ludzik przestal kopac a zaczal sie pchac – ciagle sobie lubi pokopac, zwlaszcza wtedy jest najfajniej jak sie nie spodziewam :)))
zaczyna sie fajny kontakt z Ludzikiem – ja klade reke na brzuchu a on w te reke kopie lub te reke odpycha:) miodzio i w ogole superek!

wczoraj z racji zaplanowanych po pracy zakupow – obiadek zjedlismy na miescie – w naszej ulubionej (no jednej z dwoch ulubionych) restauracji. do zamowionego obiadku przysluguje deserek – ja uwielbiam takie piankowe ciasto cytrynowe:) do tego sobie „domawiam” lody mietowe z kawalkami czekolady… ech, pysznosci!!!

lekcja 2.

5 komentarzy
taaaaaaaaaaaaaak… co to szkola rodzenia ma niby??? uspokoic przyszle rodzonce? wyjasnic, rozwiac watpliwosci? nauczyc jak sobie radzic pozniej w „kryzysowych” sytuacjach? itepe itede?
ech…
no to moze ja jakas odwrotna jestem czy cos… ale zanim poszlam na zajecia ze szkoly rodzenia nie balam sie porodu wcale… natomiast teraz… wczoraj zasnac nie moglam bo mi sie zwidywaly jakies fotele porodowe, wanny, prysznice, bole, skurcze… bez znieczulenia, ze znieczuleniem ktore mnie potem sparalizowalo…….
niez eby nas tam tymwszystkim straszono – alez skad! to moja chora wyobraznia ktora dostala pozywke w postaci niewinnego calkiem filmu ukazujacego akcje porodowa – w odroznieniu do ostantniego filmu – calkiem znosny i normalny… ale uswiadomil mi jedno – ze to trwa… dlugo!!!!
wizje katastroficzne nie byly nigdy moja domena, mimo to aktualnie, „z pewnom takom niesmialosciom” dochodza do glosu…
Moje Szczescie… przytulilo mnie mocno i pozwolilo sie wyplakac…
i jakos latwiej mi dzis uwierzyc ze bedzie dobrze!!!!!!!!!!!!!!

:))))

5 komentarzy
zarazilam Mojom Mame… po prostu powiedzialam jej ze jakby spotkala takie spioszki w kroku rozpinane i koszulki z przodu zapinane, to niechby mi kupila ze dwie sztuki. no to jusz przepadla mi Mama hehehe:) juz kupila 3 kompleciki i tak sie rozochocila ze sie odgraza ze jeszcze kupi!!!:) niech kupuje, ja tutaj po prostu nie moglam trafic na spioszki ktore by mi sie podobaly i jeszcze o ludzkiej cenie, no i oczywiscie 100% bawelny:)
pogoda dzisiaj jak dla mnie wrecz idealna – jest sobie +20 stopni, wiaterek, sloneczko, no cudo!!! burze wprawdzie na noc zapowiadajom no ale sie moze pomylom na przyklad???

  • RSS