ja-serducho blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2003

Maciejka (27-04-2003 10:41)czy mnie jeszcze pamietasz? Lucky to ja Maciejka!! wreszcie dziala nam internet! daj znac co u Was slychac pozdrowienia dla twoich „ludziuf”a dla ciebie buziaki
Maciejka (27-04-2003 15:40)bardzo dziekujemy za zyczenia swiateczne! wlasnie je czytamy….Lucky…ta kroliczka….hm…masz juz inna lelelele tesknie
Lucky (27-04-2003 15:56) ojej! tak tensknilem!
Lucky (27-04-2003 15:56) ale wiesz – jak serducho zaczelo pracowac, to nie mogem byc na internecie we wtorek srode i czwartek, a i w poniedzielki i piatki jakos ona nie za dlugo siedzi przy kompie
Maciejka (27-04-2003 15:57) a ja jestem pierwszy raz od 31 marca, bo nam net nie dzialal, i dopiero dzis moja mi mowi ” jest oki”
Lucky (27-04-2003 15:57) a gdziezbym mial innom tak w ogole- tylko ciebie!
Maciejka (27-04-2003 15:58) oooo…to mi ulzylo!
Maciejka (27-04-2003 15:58) co u ciebie kochany slychowac?
Lucky (27-04-2003 15:58) wszystko w porzadku tylko zadziwilem ich bo raz mnie zastali spioncego sobie za… kibelkiem, jakby nie wiedzieli ze tam sie fajnie spi
Maciejka (27-04-2003 16:00) hehehehe
Maciejka (27-04-2003 16:00) no jasne chlodno od plytek
Lucky (27-04-2003 16:00) tu nie majom plytek, tylko takie cos co je udaje
Maciejka (27-04-2003 16:00) eee tacy madrzy ci ludzie a tak malo wiedza
Lucky (27-04-2003 16:00) mimo wszystko – chlodniej od tego niz od dywana
Maciejka (27-04-2003 16:01) aha!
Maciejka (27-04-2003 16:01) moja mnie ostatnio kapala, tzn pupe mi myla ale tak chlapalam ze cala bylam mokra, moja zreszta tez, i lazienka tez
Lucky (27-04-2003 16:02) hihi
Maciejka (27-04-2003 16:03) aa powiedz swojej ze moja mowi ze chmielewska oki
Maciejka (27-04-2003 16:03) ja potwierdzam jest w co wbic zabki
Lucky (27-04-2003 16:04) ooo
Lucky (27-04-2003 16:04) no wlasnie
Lucky (27-04-2003 16:04) hehe
Lucky (27-04-2003 16:04) na mnie ostatnio krzyczeli, bo szli na urodziny i mieli zapakowany prezent i polozyli go tak glupio – na kanapie!
Maciejka (27-04-2003 16:05) heheheheh
Lucky (27-04-2003 16:05) no to sobie wskoczylem i musialem sprawdzic co jest w srodku nie?
Maciejka (27-04-2003 16:05) hehehehe
Lucky (27-04-2003 16:05) a oni zaraz wrzask ze nie maja czasu drugi raz zawijac – to czego mi nie pokazali zanim zawineli??
Maciejka (27-04-2003 16:05) no pewnie
Lucky (27-04-2003 16:05) ech ciezko tych ludzi zrozumiec
Maciejka (27-04-2003 16:05) sami cos zle poloza a potem krzyk!! a skad mogles wiedziec ze nie dla ciebie
Lucky (27-04-2003 16:05) wlasnie – przeciez nie podpisane bylo!
Lucky (27-04-2003 16:05) no ale ja juz bedem uciekal, bo chyba mi sie zieleninka szykuje
Lucky (27-04-2003 16:06) ostatnio dostajem juz tyle ile kcem!
Maciejka (27-04-2003 16:06) a ja na granulacik
Lucky (27-04-2003 16:06) o widzisz! ja granulat dostaje tylko rano
Maciejka (27-04-2003 16:06) ja na 2 mam dzielone
Lucky (27-04-2003 16:06) calkiem fajnie mi tak, bo potem dostaje cala wielkom gore zieleninki
Lucky (27-04-2003 16:06) pycha!
Maciejka (27-04-2003 16:07) ale mi slinka cieknie
Lucky (27-04-2003 16:07) no to papa moja kochana!
Maciejka (27-04-2003 16:07) pa moj mily krolisiu!
Lucky (27-04-2003 16:07) do zobaczenia
Maciejka (27-04-2003 16:07) cmok
Lucky (27-04-2003 16:09) cmok!

maluch daje sie coraz bardziej odczuc, juz nie tylko mi, ale takze reka Mojego Szczescia zostala juz kilkakrotnie skopana. nie bede ukrywac ze skopanie to spotkalo sie z okrzykami zachwytu… i som to chyba jedyne kopniaki jakie mogom w ludziu wywolac szalona radosc zamiast innych negatywnych odczuc:)))
za oknem zrobila siem nagle wiosna, nie powiem zeby mnie to zmartwilo jakos, wrecz przeciwnie, ale zaskoczona jestem:) sloneczko swieci na niebie nie ma nawet pol chmurki:)))cuuuudo!
a Lucky semp maly rano jest po prostu niemozliwy pod tym wzgledem!!! nawet nie skonczy granulek! a juz stoi w przejsciu miedzy kuchnia a pokojem i patrzy siem takim wzrokiem jakby byl cala noc gdzies na pustyni, i nic nie mial w pyszczku!!!ech lobuziak jeden!!!

alez nas Lucky wystraszyl… do teraz sie zastanawiam co to moglo byc…
po kolei.
spakowalismy calom krooliczom wyprawke – znaczy sie zagrodke, podsciolke, pokarm miseczki, wode, sianko, zielenine, kilka zabawek, i nie wiem co tam jeszcze, zeby czasem naszemu maluchowi niczego nie braklo. wsiedlismy do samochodu – krotka podroz to byla, mimo to po 20 minutach zauwazylam ze z kroolisiem cos nie tak!!!!! szyciutko zjechalismy z autostrady. zagladam… ojejku… kroolis szczerzy zemby, slina mu z pyszczka leci, pol podloza mokre, poza tym siedzi i sie trzesie… podetkalismy mu wode pod nosek – nie chcial. co robic??? stwierdzilismy ze nic nie wydumamy – i pojechalismy dalej. zwlaszcza ze nam zostalo 15 minut. w domu tesciow rozlozylismy zagrodke, wszystko do niej powrzucalismy, otworzylismy kroolicze „taxi” i czekamy… Lucky wykicnal stamtad po chwilce… zaczal zwiedzac pomieszczenie… wkicnal pod krzeselko i … zaczal sobie myc pyszczek. po dluzszej toalecie – po prostu sobie zaczal swobodnie kicac po pomieszczeniu, zwiedzil caly pokoj, po czym wkicnal sobie do zagrodki, i wyciagnal sie wygodnie w kuweto – klatce (dol od klatki ktory sluzy mu za kuwete aktualnie:) ). zostawilismy go na chwile z siankiem (ktorego oczywiscie nie omieszkal skubnac) i woda… po chwili wracam – patrze, Lucky jakby nigdy nic sie nie stalo sobie kica po zagrodce!!! nastepnego dnia – aktywny jak zawsze!!!! pelni strachu ruszylismy w droge powrotna – wszystko bylo w porzadku!!!
to co to bylo???????????? stres podrozny? choroba lokomocyjna???

wesolych…!

3 komentarzy

prawdziwych Swiat…
takich w gornie rodzinki…
takich usmiechnietych…
troche zamyslonych…
serdecznych…
radosnych…
ze swieconka w Sobote…
z Dyngusem w Poniedzialek…
z Barankiem w stroiku…
z malowanymi jajkami…
z usmiechem najblizszych…

…i ze ZMARTWYCHWSTANIEM w sercu…

balagan wbrew temu co by sie moglo wydawac pochopnie sadzac po tytule – nie ma nic wspolengo z porozwalanymi wszedzie rzeczami, stertami brudnych majtek, skarpetek, ponczoch, rajstop, tudziez sweterkow, T-shirtow, i co tam kto jeszcze sobie moze pomyslec. rowniez nic wspolnego ze sterta papierzysk, przeczytanych i nieprzeczytanych listow na biurku, wydrukow probnych, i tych an czysto, ksiazeczk zaczetych i juz przeczytanych, olowkow, pior, dlugopisow, tudziez innych przyrzadow.
albowiem kochani – BALAGAN to jest… potrawa Wielkanocna. w mojej rodzinie – dodam dla pelnej jasnosci. autorem nazwy jest moj szanowny Rodzic – Tatulek konkretnie mowiac. Autorem potrawy – tradycja…
a bylo to tak.
pierwszej lub drugiej Wielkanocy – po owym pamietnym roku w ktorym moi Rodzice powiedzieli sobie TAK przed oltarzem – spedzali Wielkanoc z rodzinka Mojej Mamuski. wszystko zgodnie z tradycjami – w sobote swieconka, itd, w niedziele raniutko rezurekcja, potem dlugo nic – tzn dlugo czy nie – byli glodni wiec im sie dluzylo – podano Wielkanocne Sniadanko… a wiec urosla przed moim TAtulkiem calkiem spora gorka czegos… trudne do okreslenia… „bede to jadl czy nie?”-pomyslal Tatulek. i dzielnie zatopil widelec w… hmmm no czyms co mial na talerzu. jakiez bylo jego zdziwienie gdy sie okazalo ze to cosik na talerzu bylo przepyszne!!! spalaszowal wiec cala pokazna gorke roznosci – a bylo tam wszystko: boczek, kielbaska, szyneczka, bialy serek i jajeczko, wszsytko slicznie odpowiednio zapieczone z bucaczkami z chrzanem na boku – po czym niesmialo (eee, moj Tatulek do niesmialych nie nalezy, no ale niech bedzie) spytal – „czy moglbym jeszcze dostac tego…hmmm…tego…” -i tutaj zbladl! nie znal nazwy potrawy!!! rzucil spojrzenie pod tytulem „RATUNKU” do mojej Mammuski, ale ona tylko wzruszyla ramionami – potrawa nie miala nazwy!!! No ale Tatulek zaczal juz zdanie, wiec kontynuuje: „tego… balaganu?” i w taki oto sposob potrawa Wielkanocna uzyskala swa nazwe, ktora w naszej rodzinie przekazywana jest z pokolenia na pokolenie od lat okolo 30.

no tak… myslom ze jak juz jem zielone to wszystko co zielone bedem jadl! a tez mam swoje gusta i nie rozumiem dlaczego siem tak mocno dziwiom jak nie chcem jesc koperku. a czy oni tak chetnie wszystko jedzom? tez na pewno nie. no i co z tego ze papryki tez nie lubiem. wolno mi!!! jestem wolnym kroolikiem przeciez!!! uwielbiam mlecz (ostatnio mi kupujom go w sklepie!!!) natkem pietruszki i marchewki, salatem rzymskom, brokuly, cykoriem… to przeciez i tak szeroki wachlarz smakowy nie? a i tak podejrzewam ze jest jeszcze wiele innych smakolykow…
a’propos smakolykow – ostatnio mi ograniczyli slodkosci!!! i takiego na przyklad banana to dostajem bardoz rzadko. podobnie rzecz siem ma z ukochanym przeze mnie jabluszkiem! ech.. niby tlumaczom ze bobki moje nie wygladajom tak pieknie jak te wszystkie smakolyki jem… no ja nie wiem ze chce im sie na moje bobki patrzec! ja tam sam ich tak mocno nie oglondam!!!
chyba sie juz przyzwyczailem ze serducho wybywa na te trzy dni w tygodniu i nie mam im tego za zle. za to nadrabiajom w weekendy – bawiom sie ze mnom a nawet jak gdzies wychodzom to pozwalajom mi brykac po domu!!!! jednak te ludziska som w porzondku! lubiem ich!!!

strachy

2 komentarzy

wczoraj przed zasnieciem dopadly mnie jakies dziwne strachy… powodow sie znalazlo ze 150 a moze wiencej tylko z nazwaniem ich byly problemy… ze sobie nie poradze… nie bede umiala siem zaopiekowac… ze skrzywdze… ze… ze w zasadzie to sama jestem gowniarz…
Moje Szczescie z uporem maniaka mi te watpliwosci i strachy rozpedzalo… skutecznie zreszta… zasnelam… i nawet mnie strachy we snie nie dopadly:)

raczka…

6 komentarzy

dzisiaj widzielismy z Moim Szczesciem najwazniejsza i najpiekniejsza raczke (o konczynie gornej mowa) w naszym zyciu… biedny brzdac uciekal przed okiem podgladacza, ale i tak go dorwalo. w gescie obronnym? a moze w pozdrowieniu wyciagnal prawa dlon… bylo widac wszystkie paluszki… potem caly profil… zrobiono kilka zdjec.. do albumu, zebysmy mieli. na razie mamy zdjecia. i na razie mozemy podgladac. kiedys… no wlasnie. kiedys te piec paluszkow bedzie sciskalo nasza dlon, te piec paluszkow zacisnie sie nie raz na roznych pozadanych i mniej pozadanych elementach…
na razie mamy zdjecia i marzenia:)))+

a pogoda niesamowicie piekna sie zrobila nagle… sloneczko przygrzewalo slicznie, powiewal sobie wiaterek… cudowny dzien – dzien cudow…

sloneczko wylazlo sobie pieknie dzisiaj i przez caluski dzionek slicznie swiecilo… co z tego kiedy mi do beztroskiego humorku brakowalo… na zewnatrz wiec swiecilo pieknie ale w mojej duszy ciagle wiatr… czasem tak sie zdarza ze 150 mysli na minute przebiega przez leb.. a jedna durniejsza od drugiej… i w efekcie natloku tychze – juz nic nie rozumiem, nic nie wiem, i… sie boje… nawet nie umiem sprecyzowac czego dokladnie… na zasadzie „monsters under your bed” czym straszom Amerykanscy Rodzice swoje pociechy… niby wiadomo ze ich tam nie ma, ale… na wszelki wypadek nie zajrze pod lozko… bo co jesli cos mnie nagle pociagnie za nos?
ze niby glupoty piszem… moze i glupoty… czasem najwazniejsze glupoty mojego zycia… cos co urasta noca do wagi olbrzymiego problemu – a rankiem okazuje sie drobnostka do rozwiazania w 5 minut… oby… lub po prostu nie istnieje… moze sobie to wszystko wymyslilam… chcialabym naprawde…

zmeczona jestem. jakos zapomnialam ze we wtorek to ja idem do pracy i w nocy z poniedzialku na wtorek sobie zabadziarzylam. znaczy siem – poszlam spac pozno. bo roznosci. bo ksiazke poczytac, bo to, bo tamto. efekt? pod koniec pracy leb mi lecial na klawiature okropecznie! po powrocie do domu – szybko obiadek, wtrzachnelismy go potem i… zasnelam. kamiennym snem. obudzilam siem bo list dla Moich Kochanych trzeba naskrobac… a raczej naklikac…
w pracy uparcie mi sie podoba, dostalam nawet pierwsze pieniondzorki!!! hehehe:) milusio:) juz zapomnialam jak to jest miec swoje zarobione pieniazki w portfelu! niechby nawet nieduzo. po prostu miec te odrobinkem i poczuc swobode w tem sensie, ze nikt siem mniem pytal nie bedzie jak i na co i po co wydalam. :))) mile!:) nie po to zeby szalec. ale…:)

  • RSS